NIEDZIELA RANO

Rano. Wszyscy śpią. Nie takie znowu rano 10:39, ale dla ludzi z którymi mieszkam to wczesne rano, bo wczoraj była sobota, a więc było trzeba szaleć do nocy. Koniecznie. Wszyscy mają tutaj taki obowiązek, przynajmniej takie mam wrażenie.

Bardzo śmiesznie mieszka się razem z 18 -21 latkami (z przewagą tych pierwszych).

Bardzo się zresztą cieszę, że tak jest (że ciągle jeszcze śpią i długo będą), bo mogę być w „salonie” – czyli naszym wspólnym pokoju sama. Ma tę zaletę, że jest w nim światło, no i jest to jedyne miejsce gdzie działa moje WiFi.

Z kim mieszkam? Nie wiem tak do końca jak się nazywają, wiem, że są z Niemiec, Holandii, Francji i Iranu i że podczas mojego pobytu będą się zmieniać.

W większości przyjechali do Salamanki, żeby pobawić się trochę w naukę hiszpańskiego, a tak naprawdę urwać z łańcucha rodziców, na miesiąc, 3 miesiące, rok. Bo nie umieją się zdecydować co chcieliby studiować, a przecież nie mogą tracić roku. Oj, gdyby rodzice widzieli w jak specyficzny sposób go nie tracą 🙂

W większości są bardzo bogaci. 500 EURo na miesiąc na „jedzenie” to standard, a jakby co jest rezerwowa karta kredytowa rodziców. No, może przesadzam, nie wszyscy mają aż tyle, ale bawią się jakby mieli.

To zabawne widzieć jak jeszcze nie mają odruchów samozachowawczych, w sklepach nie widzą promocji, bawią się w najdroższych miejscach, liczą na to, że kuchnia jednak umyje się sama po nocnej imprezie.

Ku mojemu zaskoczeniu wszyscy palą. Wszyscy, poza Iranką (ale ona się nie liczy jest tu na 2 tygodnie). Myślałam, a to zupełnie na poważnie, że w „bardziej rozwiniętych krajach” jak zwykliśmy sądzić o naszych zachodnich sąsiadach, nie jest to tak normalne, aby dzieci paliły. A oni wszyscy zaczynali jak mieli 14-15 lat. Dzieci z bogatych, dobrych rodzin.

A więc jest rano i cicho (no było, właśnie przejeżdża obok karetka) a ja cieszę się każdą chwilą bez papierosów i roztrząsania kto i jak dugo wytrzymał wczoraj na imprezie.

Leave a comment