Salamanka to miasto kultury, w pełnym znaczeniu tego
słowa!
Właśnie wróciłam z olśniewającego zakończenia obchodów
250 rocznicy powstania Plaza Mayor, czyli rynku głównego w Salamance i nadal
nie mogę przestać się zachwycać. Jestem pod ogromnym wrażeniem!
Była to przepiękna, trwająca zaledwie pół godziny, ale
naprawdę niesamowita ceremonia.
Ale może najpierw kilka słów o samym placu.
Plaza Mayor powstał w latach 1729-1755 i został
zaprojektowany w stylu barokowym przez Alberto Churriguera. Ma kształt
idealnego kwadratu. Ze wszystkich stron plac otaczają budynki, w których obecnie
mieszczą się restauracje, kawiarnie, informacja
turystyczna, drogie sklepy i drogerie a w wyższych piętrach mieszkania.
Dookoła rynku, na fasadzie znajdują się medaliony z podobiznami osób, które
miały wpływ na historię Salamanki, między innymi Generała Franco. Do końca XIX
wieku odbywały się tutaj walki byków, dzisiaj Plaza Mayor to nieustannie
tętniące życiem centrum miasta. Poza okresami intensywnego deszczu plac jest
zawsze pełen ludzi. Codziennie jestem zdumiona skąd się Ci wszyscy ludzie
biorą w tak małym (w sumie) mieście??!! bo plac jest zaskakująco pełny, czasem
ma się wrażenie, że pewnego dnia pęknie w szwach!
Moja nauczycielka hiszpańskiego, przepiękna Almurena
mówi, że ona sama nie ma placu po drodze do domu, ale idzie tam co najmniej raz
w tygodniu, bo to tak dziwnie nie wiedzieć co się tam dzieje. A czasem dzieje
się dużo, na przykład: Król był ostatnio. Prawdziwy! Z Madrytu przyjechał:)
O Plaza Mayor chciałam napisać już wiele razy. Ale może
dobrze, że poczekałam na dzisiaj, bo to specjalna okazja. 250-ta rocznica
powstania no i spektakl jakiego jeszcze nie widziałam!
Zaczęło się o 22:00. Jak zwykle późno, ale jak na
Hiszpanię dosyć wcześnie. Tutaj o 8:00 rano trudno spotkać kogokolwiek, za
to o 3:00 w nocy zupełnie bez problemu, codziennie.
Całemu przedstawieniu towarzyszyła hiszpańska muzyka
klasyczna.
Od początku w rogach placu ustawione były wielkie kolorowe
balony, symbolizujące: słońce, księżyc oraz ziemię. A w poprzek placu została
rozwieszona cienka czarna lina, za chwilę mięliśmy się dowiedzieć w jakim celu…
Zaczęło się od pantomimy pod zegarem – czyli z
najbardziej dekoracyjnej strony placu (
jest to tradycyjne miejsce spotkań, podobne do konia pod Muzeum w Pradze).
Aktorzy, przebrani w stroje ”z epoki”, tańczyli na
balkonach, a następnie obsypali wszystkich białym deszczem papierków.
Potem, nagle, światła zgasły, a jak zapaliły się ponownie
z dwóch stron placu, nad głowami zebranych pojawiły się tancerki w
zwiewnych sukniach: niebieskiej i żółtej, podwieszone na specjalnych trapezach.
Wykonały niesamowity, nowoczesny taniec (przypominam w takt muzyki klasycznej), ok. 10 metrów nad ziemią, poruszając się po przekątnej placu. A następnie światła zgasły ponownie.
Chwilę później w górę uniosły się balony a oświetlenie
sprawiło, że ściany placu zamieniły się w dziesiątki uśmiechniętych słońc. Pod
balonami zobaczyliśmy zawieszone na trapezach tancerki – tym razem w sukniach zielonej,
jasnoniebieskiej i szarej. Balony prowadzone na specjalnych linach, a wraz z
nimi podwieszone artystki przemieszczały się po całej powierzchni placu,
pomiędzy tłumami gapiów. Potem balony powoli opadły.
Nagle, z przeciwległej strony (do zajętej przeze mnie
pozycji), przez jedno z wejść na plac, wtoczyły się przeźroczyste kule, a w
nich kolejne tancerki wykonujące szalone
salta, tym razem w czerwonych sukienkach. Kule poruszały się szybko i nie można było przewidzieć kierunku ich ruchu, dlatego wielu
gapiów uciekało w ostatnim momencie. Po chwili z niczego nic, po dwóch stronach
placu wytrysnęły fontanny drobniutkiego deszczu, podświetlane kolorowymi
światłami, podnoszące się i opadające w rytm gitarowej muzyki. Wszyscy jakby nigdy nic wyciągnęli parasole i
oglądali obrazy wyświetlane w tym samym czasie na ścianach placu.
Kulminacyjną częścią występu był jednoczesny taniec pięciu artystek: trzech podwieszonych pod przemieszczającymi się balonami oraz dwóch
wiszących na trapezach i przesuwających się po przekątnej placu. Niesamowite rytmy, kastaniety, tancerki i fontanny. Można
powiedzieć, że większość spektaklu odbyła się w powietrzu, tak aby wszyscy,
tłumnie zgromadzeni na Plaza Mayor mieli szanse zobaczyć co się dzieje.
Niezapomniane przeżycie! ¡De verdad!
Najbardziej podoba mi się fakt, że takie wydarzenia są
tutaj na porządku dziennym. Salamanka to naprawdę europejskie miasto kultury,
nie tylko w roku 2002, kiedy była to jej oficjalna nazwa.
Przedstawienie było niesamowite. Być może nie umiem go opisać w
taki sposób, abyś mogła/mógł je sobie wyobrazić, dlatego tak bardzo chce
podkreślić, że na obserwatorach wywarło ogromne wrażenie.
Z pewnością kosztowało organizatorów dużo pracy i
przygotowań. Plaza Mayor, to w sumie nie wielka powierzchnia (niestety nie znam
wymiarów), a układy choreograficzne były naprawdę skomplikowane.
Bardzo bym chciała, aby kiedyś, zamiast 3 smutnych koncertów, sztucznych ogni i tygodnia
bałaganu tak właśnie wyglądały Dni Bytomia z którego pochodzę.Krótko, ale z klasą.