Pan K. twierdzi, że mój blog generalnie da się czytać, ale, że jest nadto dydaktyczny. Ale co ja mogę? W końcu jestem wytresowana na nauczycielkę. W związku z tym, aby go nie zawieść i jednak pozostać przy dydaktyce, ale nie przynudzać aż tak bardzo:) dzisiaj kilka wątków z absolutnie zabawnych wykładów z literatury hiszpańskiej w pierwszej połowie XX wieku, na jakie mam okazję chodzić. Na wykładach historia literatury przeplata się z historią Hiszpanii, więc trzy przykłady, które spodobały mi się najbardziej:
· BAROJA – pisarz, mamusia Włoszka, tatuś Hiszpan. Wszystko musiało być tak jak chciała, więc został lekarzem. Ale BARDZO tego nie lubił. Mamusi nie podobała się żadna panna, więc został pannem. W końcu cała jego twórczość stała się any-wszystko. Do tego stopnia, że postanowił nie używać czasów subjuntivo – bardzo podstawowych w języku hiszpańskim – czyli tak jakby nie używał na przykład czasów przeszłych u nas:) Nie i koniec. No chłop z jajami, nie?
· Migiel de UNAMUNO – ponoć fajnie pisał, ale nie zupełnie tak jak krytycy wyobrażali sobie pisanie powieści. Jeden z nich napisał, „to co on pisze to nie NOVELA!!!” (powieść), na co on odpowiedział, to ok., bo ja nie piszę noveli, ale „Nivole” i pisał, ponoć z dobrym skutkiem.
– ponadto był rektorem Uniwersytetu w Salamance, wykładał też iteraturę. Na jednym z wykładów zaczął mówić, że Szekspir cośtam zrobił czy powiedział. Jakiś mądrzejszy student podniósł rękę, żeby poinformować Pana Profesora, że mówi się Shakespeare (używając prawidłowej wymowy). Na co Unamuno odpowiedział: „Nie wiedziałem, że preferujecie Państwo język angielski” i kontynuował wykład w tym języku… (co nawet dzisiaj doprowadziłoby przeciętnego Hiszpana do apopleksji).
· Izabela II – pisarką nie była, ale Królową Hiszpanii owszem. Zaszczyt ją kopnął jak miała 8 lat. W związku z tym faktem chciano ją jak najszybciej wydać za mąż, konkretnie w wieku 16 lat. Dano jej do wybór pomiędzy 3 "dobrze urodzonymi" (co jeden to lepszy):
a) królem Portugali – wiek: ok 3 lata (no 2 już dawno skończone)
b) najbliższym kuzynem… ale tu istniała dość uzasadniona obawa, że dzieci mogą być poniekąd walnięte, co u Burbonów już się stawało i staje do dziś (viz. wymowa aktualnego króla + ponoć niezupełnie normalne zachowania najstarszej córki)
c) dużo dalszy kuzyn. W odpowiednim wieku, zupełnie sympatyczny, przystojny. Z niewielką, jakby to powiedzieć… przywarą… był geyem, bardzo.
Wybrała wariant c).
Burbonowie, jako rodzina, są (ponoć) powszechnie znani ze swojej skłonności do miłości fizycznej. Czyli chętnie,często, ze wszystkim co się rusza i wszędzie.
A więc Królowa i jej mąż nie robili problemu ze swoich skłonności. Codziennie ustawiali oficerów w rządku a następnie Królowa mówiła: 7-my z lewej, a mąż: to ja 5-ty z prawej. No i tak sobie żyli wesoło. Aż do czasu jak Watykan się zdenerwował i notę i wysłał z pogróżkami, że w katolickim kraju, to może jednak… Od tego czasu bawili się podobnie, ale ciszej…. Efektem był syn, sztuk 1. Syn Królowej, więc szafa gra:) Czas akcji: połowa XIX wieku.
To tyle na dzisiaj, żeby nie było, że nie dość, że dydaktycznie to jeszcze długo:) Do miłego przeczytania (następny wykład dziś wieczorem, może będzie coś fajnego).