To dzisiejsze pisanie będzie dla
Ciebie może trochę nudne, bo bardzo osobiste i bardzo wybiórcze, ale taki
dzień….
Szkoda, że nie umiem ubrać w słowa tego co czuję…chciałabym potrafić doskonale napisać Ci o
najważniejszych ludziach w moim
dotychczasowym życiu, moich Dziadkach. Napiszę tak jak umiem.
Nie wiem, jak Ty, ale moja
Siostra i ja miałyśmy NAJLEPSZYCH dziadków na świecie.
Bezdyskusyjnie,
nieodwołalnie i z całym przekonaniem.
Jeśli coś w moim życiu było i
jest idealnego, to właśnie Dziadkowie.
Na początku chciałam napisać
tylko o Dziadku Adamie, ale stwierdziłam, że to byłoby zupełnie nie fair, bo wszyscy
byli luksusowi i jeśli patrzą na nas z góry to mogliby pomyśleć, że kocham ich
mniej, a to nie prawda. Wszystkich ich kocham najbardziej. Choć każdego inaczej
i każdy z nich miał na mnie wpływ kiedy indziej i w inny sposób. Moja Siostra
jest starsza, miała 7 lat więcej na to, żeby ich poznać, zrozumieć i docenić,
więc jej wspomnienia będą inne. Ale wiem na pewno, że też kocha ich najbardziej
na świecie.
Jako dziecko spędzałam z nimi
dużo czasu, bo jak umarł Tata, Mama musiała dużo pracować, dlatego właśnie oni
byli najważniejszą częścią mojego dzieciństwa i dorastania.
Tak więc, jeśli masz czas,
posłuchaj prawdziwej bajki o naszych Dziakach…
BABCIA JASIA
Pamiętam ją jak wsiada do
„malucha” w czarnej sukience w białe kropki i niebieskich pantoflach w
kwiatuszki, bo znowu zapomniała założyć buty, i jedziemy na działkę… Dziadkowie
mieli wielką działkę, 900 m2,,
na której Babcia hodowała kwiaty, nieomal na skalę przemysłową, a Dziadek owoce i
warzywa. Najlepiej pamiętam chryzantemy Babci – różne odmiany i kolory. Sprzedawała
lub dawała je każdemu kto chciał, a zwłaszcza nam – rodzince, nasz „maluszek”
odjeżdżał zawsze dwa razy cięższy niż przyjeżdżał.
Rano Babcia karmiła mnie zupą
mleczna z makaronem w kształcie literek, której nie cierpiałam (teraz już wiem
dlaczego – mam lekką alergię na mleko, ale wtedy nikt nie myślał o takich
rzeczach) i straszyła, że jak nie zjem, zbije mnie niebieskim, błyszczącym
paskiem od torebki, który wisiał za drzwiami w kuchni. Nigdy mnie oczywiście
nie zbiła, ale i tak się jej trochę bałam. I lubiłam czytać te słowa co mi
ułożyła z makaronowych literek. Tylko tak dało się mnie przekupić, żeby zjadła
kolejną łyżkę zupy. Ponoć jako niemowlak rozpadałam się z krzyku jeśli nie dostałam
całej butelki jedzenia, za to potem trzeba mnie było trochę „poprzekonywać”.
W
tzw. amerykance – czyli rozkładanej sofie, były książeczki dla dzieci, które babcia
czytała mi znowu i znowu i znowu, najbardziej lubiłam tę o Królu, który miał 3
synów. Potem już czytałam sama.To u Dziadków przestałam używać smoczek, bo się
zgubił w kołdrze, jak się okazało rano. Babcia przekopała cały dom, Dziadek
obszedł całe miasto w poszukiwaniu nowego, ale wtedy, w nocy wszystko było
zamknięte. A ja wyłam. Jak rano przybiegli ze smoczkiem, to już nie chciałam.
Cała ja 🙂
Kiedyś byłam chora, leżałam wieczorem w
łóżku siostry a mama nagle musiała gdzieś jechać. Nie chcieli mi powiedzieć
gdzie. Ale nie musieli, wiedziałam, że umarła Babcia Jasia. To było niedługo
przed moją pierwszą komunią, w lutym.
DZIADZIO STACH
Miałam czas poznać go doskonale.
Odziedziczyłam po nim wszystkie czupurne cechy:) Dziadzio był strasznym
uparciuchem. Ponoć kiedyś Babcia postanowiła pomalować jego pokój, ale on
stwierdził, że jeszcze nie trzeba, więc Babicia z malarzem przesuwali go po
pokoju razem z łóżkiem, na którym czytał.
To ten dziadek twierdził, że „słowo
muszę nie istnieje”. I stosował się do tego bardzo konsekwentnie, zawsze robił to co
chciał i tak jak chciał, do czasu…kiedy urodziła mu się wnuczka o podobnych
parametrach. Cała rodzina się śmieje, że musiałam go zaczarować. Jak siostrze
kupił rower to powiedział, że będzie ją uczył jeździć tylko tyle, ile zajmuje
droga do domu, jak się nie nauczy, to ma problem. Dla mnie miał nieskończone
pokłady cierpliwości. Chyba go bawiło, że trafiła kosa na kamień. Jak kiedyś byłam
chora (miałam anemię i jakaś taka byłam popsuta kilka tygodni) to przeczytał mi
całe „W pustyni i w puszczy”, „Latarnika” itd… a wiersze Mickiewicza znałam w
tym czasie na pamięć, zwłaszcza „Panią Twardowską”.
Ale najbardziej
bawiła go matematyka. Męczył moją biedną Siostrę wyprowadzaniem wzorów, bo
uważał, że nie ma sensu uczyć się czegokolwiek na pamięć. A ona nie cierpiała matematyki…
Ja dostawałam łatwiejsze przykłady i jakoś nie wydawało mi się dziwne, że 6
letnia dziewczynka może w formie zabawy rozwiązywać zadania na ułamkach. Poza tym
musiałyśmy grać w szachy i codziennie chodzić na działkę.
Kiedyś, jak byłam mała, rozbiłam
sobie kolano i oczywiście ryczałam jak głupia, więc Dziadek umył kolano i
nalepił plasterek, ale kolano nie przestawało boleć, więc nalepił następny, i
następny i następny, tak po siódmym plasterku na małej rance śmiałam się razem
z nim.
Rodzice pamiętajcie! Ilość plasterków na rance MA ZNACZENIE:).
O sprzedaży malucha rodzina
zadecydowała komisyjnie, jak Dziadzio Stach „nie zauważył” cysterny i nieomal spowodował
wypadku. Pozłościł się, ale malucha sprzedał.
Dziadek był bardzo mądry, w
czasie wojny, był internowany i skończył politechnikę w Zurychu. Zawsze byłam z
niego dumna, że tyle wiedział, nadal jestem:) Kiedyś znał odpowiedzi na
wszystkie moje pytania. Jak byłam mała, był moim niekwestionowanym idolem. Potem
mówił, że ja pewnie będę wiedziała więcej niż moja Siostra, ale ona będzie
miała łatwiejsze życie, bo umie lepiej rozmawiać z ludźmi. I ma świętą racje,
ona to taka lepsza wersja mnie, czasem prototyp wyjdzie lepiej niż kopia:)
Potem Dziadziu robił się coraz
starszy. Po śmierci Babci, cały czas mieszkał sam, a w momencie jak stwierdził,
że zaczyna zapominać, nauczył się kłaść rzeczy zawsze na to samo miejsce.
Nie
lubił się nudzić, więc wymyślił sobie, że będzie jeździł autobusami miejskimi i
pozna każdy przystanek w swoim mieście. Na wszelki wypadek ciocia naszyła mu
adres na wewnętrzną kieszeń kurki. Ale się złościł!
I nigdy nie przestał
jeździć na działkę. To była jego pasja. Zwłaszcza szczepienie kilku rodzajów
jabłek i gruszek (!!!) na jednym drzewie. No i pomidory. Dziadzio hodował
wiele rodzajów pomidorów, ale specjalizował się w tzw. malinówkach, które
czasem ważyły 70 dkg, 1 pomidor!
W pewnym momencie właściwie
przestał mówić, ale i tak potrafił pokazać co myśli… Odziedziczyłam po nim całą
diabełkowatość jaką się dało. A moja Siostra jest naprawdę lepsza, tak jak
mówił, jak już prawie nie mówił…
XXX
Obydwoje rodzice Mamy stracili
kogoś bliskiego w czasie wojny. Babcia narzeczonego, Dziadek żonę, ale nigdy
nie powiedzieli: "Niemcy byli źli", zawsze mówili: „byli różni ludzie, niektórzy
Niemcy byli źli”. To by chyba wystarczyło jako charakterystyka jakimi ludźmi
byli, ale napiszę trochę więcej, dziś jest ich specjalny dzień. Choć są z nami
codziennie….
BABCIA KRYSIA
Już pisałam, że była wróżką.
Zawsze w dobrym humorze, zawsze uśmiechnięta, zawsze cierpliwa. Moja siostra
twierdzi, że głównie jej cierpliwości zawdzięczam, że przeżyłam pierwsze 6 lat
życia, bo ponoć byłam strasznym dzieckiem (ale czy można wierzyć starszej
Siostrze?:). Nie, no obiektywnie to chyba byłam strasznym dzieckiem. Ponoć inteligentnym,
ale niemożliwie przemądrzałym, obraźliwym itd. itd. Ale Babcia miała czas. Nie
chciałam jajeczniczki, to zrobiła kromeczki, nie kromeczki to placuszki itd.,
aż zjadłam.
Babcia Krysia była z „dobrego domu”
– przed wojną chodziła do szkoły w Krakowie dla panienek z takich domów,
za którą miesięcznie płaciło się 3 średnie krajowe – języki, nauka, wyszywanie,
savoir-vivre. Po wojnie trzeba było sprzedać domowy fortepian, przydały się jej
akurat języki. Dziadek Adam mówił, że skończyła „wyższą szkołę gotowania na
gazie”. Ha ha
Po śmierci Taty, zrezygnowała z pracy, żeby zająć się wychowaniem potwora
– czyli mnie. Babcia nigdy nas za nic nie krytykowała. Każdy obrazek był ładny
a piosenka zaśpiewana dobrze. Co tydzień (co najmniej) piekła ciasto, a moja
Siostra, która mieszkała u Dziadków w czasie studiów, ze śniadań dożywiała pół
akademika. Wszyscy mówili o niej Pani Babcia. Pani (!) Babcia, nie jakaśtam Babcia. Bo to była Dama.
Babcia Krysia nie wychodziła z
domu bez delikatnego makijażu i… kapelusza, jak na damę przystało. A jak na
Babcie przystało świetnie gotowała, czytała książki, rozwiązywała krzyżówki i
dałaby się za nas zabić, gdyby było to konieczne, albo choć wskazane. Siostrę i
mnie znała dużo lepiej niż naszego kuzyna, dlatego zawsze mówiła, że jego „też”
kocha. To „też” to była chyba jedyna złośliwość, której się dopuszczała :), za
jego tatę a naszego wujka dałaby się pokroić.
DZIADEK ADAM
O nim mogłabym napisać książkę. Zasłużył
na nieśmiertelność. Tak, DZIADZIO BYŁ WIELKI. On nas krytykował, ale nigdy przy tym nie uraził,
nie było przy tym cienia zgryźliwości. Też znał odpowiedź na każde pytanie. Jak
nie umiałam znaleźć czegoś do szkoły to dzwoniłam do niego, a on za 20 minut oddzwaniał
i referował literaturę z zakresu.
Jak zaczęłam liceum wziął mnie na „poważną”
rozmowę, podczas której dowiedziałam się, że „może wydaje mi się, że uczę się
dla siebie, bo tak mi mówią wszyscy dookoła, ale to nie jest prawda. Uczę się
dla niego, a on życzy sobie, żebym miała tylko najlepsze stopnie”. Przynajmniej
dowiedziałam się na czym stoję. Całe liceum miałam świadectwo „z paskiem” i
średnią z matury 5,2. Żeby mógł pochwalić się sąsiadom i rodzinie. Na studiach
zawsze miałam stypendium, nawet jak jego już nie było… bo przecież jego
życzenie obowiązywało nadal. Obowiązuje. Jeśli skończę te studia, które zaczęłam przed
rokiem, to też dlatego, żeby mógł pochwalić się znajomym w niebie. Dziadzio
Adam JEST moim autorytetem.
Z głupotek, kiedyś się z nim pokłóciłam i
przeszłam na drugą stronę ulicy a tam jakiś obwieś się do mnie przyczepił, więc
wróciłam do Dziadka, a obwieś zaczął się mu kłaniać w pas i przepraszał, że
pozwolił sobie być niegrzeczny względem Jego wnuczki. Dziadka Adama znali
wszyscy i wszyscy szanowali. 51(2?) lat pracował w jednej firmie. Ja nie wiem jak
on to robił, bo naprawdę miał swoje zdanie, ale doskonale potrafił dogadywać
się z wszystkimi. Niezależnie od ich opinii, zachowania i wieku. Promieniowało
chyba z niego, że po prostu ma szacunek do ludzi.
Najśmieszniej było w
tramwaju. Dziadek, wysoki, dobrze zbudowany, wchodził (miał reumatyzm i nie mógł długo stać), stawał koło
jakiegoś młodzieńca i ze spokojem mówił „Młody człowieku!” a młody człowiek
choćby miał na głowie irokeza a w uszach 17 kolczyków zaczynał przepraszać, że
śmiał 6 przystanków wcześniej nie pomyśleć o Dziadku i zająć ostatnie miejsce.
Zawsze się z tego z Siorą nabijałyśmy, no bo obciach, co nie?
Dziadzio świetnie rysował, mam w
domu wiele jego szkiców. Był humanistą, jego biblioteka obejmuje literaturę
piękną, historię, malarstwo, dzieje kościoła i wiele książek technicznych, związanych z pracą.
Teraz ja uzupełniam jego wielkie zbiory biblioteczne o moje zainteresowania.
Mogłabym tak o nim pisać i
pisać, Dziadek Adam to więcej niż pół mojego dotychczasowego życia…
Na jego pogrzeb przyniosłam
mlecze, tyle ile miał lat. Wnuczki nie noszą Dziadkom innych kwiatów niż mlecze
i niezapominajki, nawet jak mają 21 lat. Wypadały mi z ręki te mlecze, a cała
rodzina i wszyscy co tam byli, a były ich tłumy, zbierali je i nosili za mną
jak zaczarowani. Jakby to było najważniejsze na świecie. Miałam też w ręku
list, w którym opisałam jego ostatni zachód słońca, ostatniego dnia kiedy żył.
Byłam daleko, ale czułam, że jutro do mnie zadzwonią. Miałam przeczytać ten
list na pogrzebie, ale Mama i Siostra powiedziały, że mógłby wszystkich zabić, miały rację, z resztą i
tak nie potrafiłam mówić, co dopiero czytać. Więc mu go tylko dałam, razem z
kwiatkami.
Pamiętam jak widziałam go po raz
ostatni, obydwoje wiedzieliśmy, że to po raz ostatni. Nie umiałam odejść. Jechałam na jakieś
praktyki ze studiów, trzymaliśmy się za rękę, jak zawsze i bardzo chciałam, żeby skłamał, że na mnie
poczeka, więc skłamał. Boże, jak ja głupia, samolubna, chciałam, żeby
powiedział, że kocha mnie najbardziej, ale nie powiedział. Powiedział: „Kocham
Was obie najbardziej na świecie”.
Kocham go za to jeszcze bardziej…i mam jeszcze większy szacunek, jeśli się da.
My go też kochamy
najbardziej na świecie.
Mamy z Siostrą prawdziwe
szczęście, że mogłyśmy poznać naszych Dziadków.