SZUKANIE (nie mylić z „šukáním“)

Chciałam poinformować, że
cierpię na chorobę zwaną SZUKANIE. Zabawa polega na tym, że jakaś niezwykle
istotna lub drogocenna rzecz np. dzisiaj klucze do mieszkania, a tydzień temu 1
szkło z okularów, które zapadło się pod… o tym za chwilę…, ginie w
niewyjaśnionych okolicznościach.

Ja wiem, że jej (tej rzeczy) nie
zgubiłam w mieście ani w szkole, ani nigdzie daleko, a ona wie, że ją muszę
znaleźć bo inaczej będę szukać aż do śmierci. Pan Boski powiedziałby, że to
kwestia mojego wrodzonego bałaganiarstwa, ale to nie prawda, bo bez okularów
jestem ślepa jak kura i niezwykle dokładnie pamiętam gdzie je położyłam (zwłaszcza, że z zasady kładę oba szkła razem połącząne takimi metalowymi obrączkami:). A
klucze też ZAWSZE daje na to samo miejsce, więc jeśli tak się nie stanie to
oznacza to tylko jakąś wiekopomną katastrofę, albo wyjątkową złośliwość rzeczy
martwych.
Proszę bardzo, wszystkich zainteresowanych zapraszam na inspekcje!
NIKT w mieszkanku nie ma takiego porządeczku jak ja, ponoć bałaganiarz
największy! Inspekcje można przeprowadzać kiedykolwiek, przypuszczam, że nawet
w środku nocy wypadłabym najlepiej. Ale już się tutaj nie będę tłumaczyć. W
każdym razie. Dziś mi zginęły klucze. Po przekopaniu całego domu, oczywiście,
znalazły się (mną) obok plecaka za łóżkiem (plecaczek „do szkoły” leży pod z braku
miejsca gdzie indziej i w nim powinny być klucze), a wpadnięte szkło spokojnie czekało aż je
wyciągne… z szalika do którego zechciało się i alleluja! zamotać i nic mu się
pupusiowi malutkiemu nie stało, na szczęście. Najlepsze jest to, że poszukiwane
rzeczy zazwyczaj leżą lub są schowane w bardzo podręcznych miejscach a czasem
nawet leżą na wysokości moich oczu i śmieją się do rozpuku. A ja szukam.
One się, te rzeczy, ze mną drażnią po prostu. Tak
jest, serio.
Dobrze, że choć się znajdują. Dzisiaj niezwykle cieszę się, ze znalezienia kluczy
na przykład, o czym tą skomplikowaną drogą informuję:) Kropka.

Leave a comment