Dzisiaj (w piątek) miałam
naprawdę udany dzień. Szkoła była koszmarna, same testy, z których większość
wypadła nie tak jak chciałam. Ale potem było fajnie. Najpierw byłam w szkolnym
kinie „Abre los ojos” czyli pierwotna wersja „Vanilla Sky” ponoć
nawet z tymi samymi aktorami tyle, że po hiszpańsku. Potem poszłam na godzinkę spać.
Siesta, zwłaszcza po nieprzyjemnym dniu w szkole, to jednak fajna sprawa.
Więc wyspałam się jak norka. O
19:00 byłam już znowu w szkole na zajęciach z kultury hiszpańskiej, które
bardzo lubię, bo w końcu coś wiem o co chodzi w tym kraju, ludziach, historii.
Totalnie inna perspektywa. Dzisiaj oglądaliśmy film o Gali – żonie Salvadora
Dali, na temat którego mamy zajęcia cały tydzień. Bardzo ciekawy układ. Gala
była 10 lat starszą od Dalkego Rosjanką z Turkmenistanu, która absolutnie
kontrolowała go pod każdym względem. Od uczuciowego po finansowy. Obydwoje
mieli kochanków, Pan Salvador, lubił „kupować Panienki”… za które płaciła jego
żona… „chcę, aby był szczęśliwy”.
W ostatnim okresie jej życia
Gala często mieszkała oddzielnie, bo miała słabość do młodych mężczyzn – a
przypominam była 10 lat starsza od S. Dali. Pomyleni. W ogóle prekursorka
operacji plastycznych zwłaszcza operacji piersi i twarzy. Itd. itd.
W domu szaleństwo, nowa gra w
karty. Bardzo to śmiesznie wygląda jak 7 osób (do koleżanki przyjechał chłopak)
siedzi sobie na głowach i krzyczy „Once cheater always cheater!”, bo ciągle
ktoś oszukuje. Świadomie, albo mniej.
Porobiliśmy sobie głupie
zdjęcia. Avory kupiła dwie pary nowych butów, więc wszyscy krytykowali, albo
się zachwycali. Oczywiście jeden przez drugiego. Jednym słowem: fajnie.
Teraz, około 23 przyszło dużo
imprezowych znajomych, Miguele itp., których ja nie muszę znać, więc się
ewakuowałam i czekam aż pójdą na imprezę – wtedy będę miała wolny pokój „z
falami internetowymi” (Miguela akurat w końcu poznałam i naprawdę jest
sympatyczny, tak 10 lat młodszy, pół metra niższy niż ja, ale będzie z niego
fajny człowiek).
O! i w szkole jest jeszcze jedna
Polka. Magda. Jest tylko na 2 tygodnie, generalnie przyjechała do Salamanki na
Internship, ale wydaje się być bardzo sympatyczna.
No a dzisiaj (teraz myślę już o
sobocie) pójdę chyba kupić te buty zielone, co mi się podobają od początku.
Wezmę sobie jakiegoś krytykanta, w celu wyrażenia opinii i jak dostanę zgodę to
kupię. Taka jestem. Ale żyje oszczędnie (choć staram się jeść dużo, bo ja
bardzo chce choć trochę grubnąć), więc mi się należy. To tyle apropos udanego
dnia. Czego i Wam życzymy.