Chciałam o tym napisać już wcześniej,
ale jakoś niedawno zeszło na ten temat w rozmowie z Diabłem, więc napiszę.
Właśnie skończł się 9
tydzień mojego pobytu w Salamance. Już czas na jakieś drobne wnioski. Oto jeden z
nich: powoli obserwuje ciekawy proces zmniejszania się mojej osoby w świadomości niektórych
moich znajomych z Pragi.
Liczba tych „starych” z Polski
przez te kilka lat już się zmniejszyła i ustabilizowała.
Proces zmniejszania polega na tym,
że różne osoby mają dla mnie coraz mniej czasu. Nagle mają niespodziewanie więcej
pracy (np. a ja zazwyczaj znam ich pracę, na przykład dlatego, że
byłam w tym samym dziale lata, albo dlatego, że znamy się lata), albo przestaję
w ogóle dla nich istnieć, bo zielone.
Oczywiście było to do
przewidzenia. Kwestią otwartą pozostawało, kto to będzie?
Po cichu typowałam już przed
wyjazdem. Niektórych przeceniłam, niektórych nie doceniłam. Tych niedocenionych przepraszam.
Ciekawe efekty przyniósł blog.
Bardzo ożywił niektórych
znajomych z Polski, bardzo zmniejszył
ilość listów, które dostaję od niektórych moich Polek z Pragi. Ale akurat
one musiały sobie chwile ode mnie odpocząć a dzięki drugiemu blogowi wiem co się u nich
dzieje, więc tym się nie martwię. Pomęczę je jak przyjadę, pierwsza „impreza” już
17.12. Dzień po przylocie. Do tego, dzięki blogowi poznałam Tajemnicza Polkę, z
którą teraz często spędzam dużo czasu na pogaduszkach, bardzo wzbogaciła moje
życie tutaj.
Proces miniaturyzacji jest o
tyle przykry, że tak naprawdę istniejemy tylko wtedy jeśli ktoś o nas myśli. A
jak się zmniejszamy, to znaczy, że nie myśli. No i nic. Muszę się cieszyć, że jeszcze nie
jestem zupełnie malutka. Przynajmniej
dla niektórych:)