Dlaczego nie chodzę na imprezy
na które chodzą „wszyscy”? To pytanie usłyszałam w Salamance co najmniej 394
razy. Już mam tego „plné zuby“ jak mawiają nasi południowi sąsiedzi. Mam już
cały zestaw dyplomatycznych odpowiedzi. Tu też odpowiem „dyplomatycznie” o
tyle, że nie użyję (zbyt) wulgarnych słów.
- Dlaczego nie chodzę na imprezy z 18-20 latkami
jak mam nieomal 29? Zagadka, proszę Państwa! Chyba nie do rozwiązania! Czy
moja 7 lat starsza Siostra chodziła ze mną na imprezy jak miałam 18 lat?
NIE. Czy jej znajomi uważali za ekstremalnie interesujące rozmowy ze mną w
tym czasie? NIE. Czy ja pragnęłam obecności mojej Siostry na naszych
imprezach? NIE. Czy komuś ten stan wydawał się dziwny? NIE.
To jeszcze raz się zapytam: dlaczego to jest dla
wszystkich takie niesamowite? Jak ubiorę odpowiedź w ładne słówka to dostaję
odpowiedź, że przecież jest z 2 chłopców, którzy mają 24 czy 26 lat a
chodzą. Czy ja chcę wyrwać panienkę, która ma 18 lat? NIE. Powiem więcej!
Teraz różnica wieku pomiędzy znajomymi mojej Siostry a mną już się
zmniejszyła. Potrafię rozmawiać z nimi na ich, już naszym, poziomie,
akceptują mnie taką, jak jestem. Ale i tak rozumiem, że jak przychodzi czas, to
lepiej jak ewakuuję się z czeladką ich dzieci, pooglądamy sobie romantyczny
film, a oni w końcu będą mieli czas na imprezę „dla dorosłych”. - Od zawsze miałam znajomych, którzy nie pili,
albo pili mało i raczej nie palili. Nie wiem, jak udało mi się przejść
przez życie, ale tak było. Teraz jak piją to umieją pić. Mieszkam z Panem
Boskim 4,5 roku i ani razu nie widziałam go naprawdę pijanego. A to jest
Czech, więc nie odmawia. Tylko, że … może, ale nie wypije na raz całej
butelki wina. Śliwowica stoi w lodówce, ale sięgnie po 1 kieliszek jak ma
ochotę a nie codziennie! Czy przeszkadza mi jak moi dorośli już znajomi
wypiją parę piw albo wino? NIE, bo wiedzą kiedy przestać. Czy przeszkadza
mi, że niektóre z moich koleżanek lub kolegów palą? NIE, bo nie molestują mnie tym
nieustannie i potrafią normalnie zapytać się czy będzie to komuś
przeszkadzało? Jasne, że nie, jest impreza! Zwłaszcza jeśli mogę z Tobą porozmawiać
i masz coś do powiedzenia! A tutaj wszyscy palą jednego za drugim, a po
imprezie wtaczają się do domu. - Byłam, jestem, będę ufoludkiem. Uwielbiam
wieczorne zajęcia w szkole, bo chodzą na nie tylko Ci, którzy chcą i mają
zdanie. Nie na temat tego, że Miguel ma w Belgii pannę, ale już 2 razy ją
zdradził, ale na temat tego czy żyjemy tylko w tych radosnych momentach
czy też tych najsmutniejszych (kiedyś napiszę skąd się wzięła ta rozmowa). - Lubię chodzić do jakiejś knajpki z „moimi”
Polkami, przyjaciółmi z Bytomia czy Łodzi, ale pro Boga nie wychodzić o 1
czy 2 w nocy! Jestem „skowronkiem” nie „sową”. Normalnie chodzę spać o 23
czasem o 1, jak pójdę spać o 5 czy 7 to cały następny dzień jestem
nieszczęśliwa. Oni cały dzień spią, ale muszą się „POKAZAĆ”. Komu????
Czasem fajnie przetańczyć pół nocy i nie ważne gdzie, ale z kim!! viz.
pkt1.
Ja ich wszystkich szanuję, biorę
jakimi są. Dlaczego nie potrafią myśleć podobnie? Wiem, bo mają 18 lat. Jak
miałam 18 lat też byłam najmądrzejsza na świecie. Teraz dlatego, że mam 28 nie mogę
im odpowiedzieć. Ale mogę odpowiedzieć Tobie.
No to co, jeszcze jakieś pytanie?
Może Cie np. interesuje dlaczego nie chodzę na te wspaniałe nocne imprezy? … jak wszyscy?
Chcesz? to Ci odpowiem: BO NIE!