MIESZKANIE II i inne opowiadania…

Jak widać po godzinie wpisu
wygląda na to, że będę miała Internet w mieszkaniu. Oczywiście nie u mnie w
pokoju, to byłby szczyt szczęścia… ale w „dużym” (który jest malusieńki), ale
jakby tak było na stałe a nie tylko dzisiaj to byłabym bardzo, bardzo
szczęśliwą osóbką. Co do mieszkania to nadal mam wrażenie, że to dobry wybór. Nie
wiem jeszcze z kim będę mieszkała, może z jakąś Włoszką, ale „nasz” pokój jest
tak przestronny w porównaniu do tego w Salamance, że jest szansa, że nie będziemy
sobie wchodzić w drogę. Oczywiście mogłam szukać mieszkania dłużej, ale
widziałam sporo ofert i większość była cenowo nieosiągalna, przy założeniu, że
chce jeść. A CHCE! Powiem więcej na stołówce na Ekonomii już mnie znają, bo
każe sobie opisywać każde zdanie zanim coś wybiorę. A potem krzyczą” Ełła już
gotowe!”

Z tych, które dały się znieść
finansowo (czytaj do 200 EUR + opłaty) byłam w 3 mieszkaniach, 4 pokojach.
1. to w którym mieszkam: 5
pokoi, 2 łazienki, kuchnia, pralnia. 2 pokoje zajęte jako pracownie malarskie
właścicielki i jej koleżanki. W kolejnym mieszka Rebeka – Hiszpanka, pani
architekt, której jeszcze nie widziałam. Jest pokój z telewizorem a dziś
również z WiFi no i ten duży w którym mieszkam ja z Panem Boskim do niedzieli a
następnie z Ktosią. 150 EUR + światło. Przed oknami ogród z ogrodnikiem,
portiernia, dywan na schodach a raz w tygodniu generalne sprzątanie łazienek i
kuchni w cenie.
2.,3 pokój, mieszkanie 4
pokojowe. W jednym właścicielka o kulach, w drogim właścicielka (ta sama) z
papieroskami przed telewizorem, 2 pokoje jak cele więzienne. Kuchnia i łazienka
w stanie lekkiego nieładu. Trochę bym się tam bała. 200 EUR + opłaty.
4. Pokój w mieszkaniu studenckim
z kotem. 4 pokoje. Ludzie wydawali się bardzo sympatyczni, weseli otwarci. Kot –
przepiękny. Czystość jak to w mieszkaniu studenckim, tylko cały blok tak
dziwnie śmierdział. No i mój potencjalny pokój – miał być początkowo chyba
garderobą, bo wielkością przypominał średniej wielkości kamerlik w nowym
budownictwie (coś jak ten przy drzwiach u Państwa M. w Pradze) tyle że z oknem…
prowadzącym…. na kuchenny oszklony balkon. Drzwi wsuwane do ściany, bo na inne
nie ma miejsca.
Kotka i wielkość pokoju pewnie
bym przeżyła. Zapewniony rozgardiasz, bo niby nie imprezują niestale, ale aż im
się oczy świecą, pewnie też. Ale okno do kuchni to trochę za dużo nawet jak na
mnie… nawet za 165 EUR + światło.

A więc wybrałam luksus "we dwoje".
Mam nadzieję, że ta do pary będzie fajna.
XXX

Na inne opowiadania nie ma czasu
bo Pan Boski uważa, że jestem jeszcze
małą dziewczynką i MUSZĘ już iść spać (tylko bez grzesznych myśli, śpi sam bo
by się nie wyspał)

No a jutro – już dziś, chyba do
tej Granady a potem Cordoby. Więc powinnam odezwać się jutro wieczorem. Powinnam jeszcze coś pozałatwiać na Uniwerku, ale Pan B. chce jeżdzić, tak długo był cierpliwy z załatwianiem, ze i ja muszę się powstrzymać i poczekać do przyszłego tygodnia z dorejestrowaniem się tam gdzie należy.
Przeczytałam fajną książkę to napiszę jaką. Dobranoc!
Oj jak mi smutno będzie bez niego 😦
XXX

Aaaa1 wygląda na to, że działa mi skype, dzisiaj mówiłam z Pania I. i Panem M.!!!
XXX

Aaaaa2 i zakupy dziś (wczoraj:) zrobiłam –
jakoś trzeba zacząć to bezrobocie: płaszczyk wiosenny, bluzkę (mango), spodnie (BT) i
niespodziankę dla Siostry (Zara) (niestety płaszczyka nie było). Nadmienię, że spodnie w Benettonie to 6 EUR…a inne ceny podobne… więc
zaszalałam. Jak ja lubię wyprzedaże! Ach…

Leave a comment