Wczoraj w żałobnym humorze, więc
jak dodam dzisiaj to 2 dni już naprawdę wystarczą.
Pan Boski pojechał, pomachałam,
popłakałam a teraz głowa do góry! Nikt mi w końcu nie kazał jechać na drugi
koniec Europy, więc nie widzę miejsca na długotrwałe fanaberie, przynajmniej
przez jakiś czas od teraz 🙂
Po pierwsze cieszę się, że tyle
czasu zainwestowanego w Pana Boskiego dało ten efekt, że od 1.1.06 jest naprawdę
w porządku i skarżyć się byłoby niegrzecznie.
Po drugie Sewilla to bajeranckie
miasto, podoba mi się jak mało które, a parę już widziałam, więc powinno
przybrać kolor pąsowej róży z radości.
Po trzecie, jeśli będę się
trochę starała, to nie ma siły, żebym się przez te parę miesięcy nie
podnauczyła hiszpańskiego na tyle, żeby sobie bardzo swobodnie porozmawiać i
jakoś te egzaminy zdać. Teraz umiem tyle, że przeżyję, kupię co trzeba,
załatwię w szkole, pogadam na ulicy, prawie wszystko zrozumiem jak ktoś mówi,
ale literacką pięknością lub biegłością nie powalam. Za 5 miesięcy zamierzam
ocierać się o powalanie.
Po czwarte, co prawda nadal nie
wiem czy pani ma słabą pamięć czy mnie po prostu okradła, ale… jeśli to
pierwsze lub ma jakieś logiczne wytłumaczenie to to naprawdę sympatyczne
mieszkanie i mam Internet więc też nie powinnam marudzić. Włączyłam sobie nawet
ogrzewanie w pokoju (które wydaje z siebie „zapachy” jak stara suszarka do
włosów, ale jest szansa, że przeżyję noc) co jeszcze bardziej podwyższa
standard mojego życia. Jeśli drugie to pomartwię się później.
Po piąte, słowo się rzekło
kobyłka u płotu. Nie mogę sobie babrać czasu tutaj złym humorem. Skoro w dzień
mam +19C
i będzie tylko lepiej!!?? A samo o sobie mieszkanie jest chłodne co za jakiś miesiąc
zacznę doceniać znacznie intensywniej niż teraz.
Czyli jeszcze raz: Żegnaj
smutku! Sio! Teraz będę walczyć z uśmiechem a co więcej wygram.
Roma locuta causa finita!