PIERWSZY DZIEŃ W SZKOLE

Jeszcze nie cały, bo o 20:00 mam
następne zajęcia, ale już nieomal cały, mam za sobą.

Wrażenia niejednolite.

Na Regionalnej Europy „Mirinda”
mówi tak, że rozumiem każde słowo i jestem w stanie nieomal każde zapisać. Na
Dziedzictwie tak dziwnie, nawet nie szybko, ale dziwnie, że tak w połowie zaczęłam
chwytać która bije, ale gość jest sympatyczny więc powinno być ok. Nadprogramowo
poszłam na Rozwój Regionalny. No to było coś. Człowiek wygląda jak monstrualna
mysz (ale taka wychudzona) i mówi tak szybko jakby strzelał z karabinu
maszynowego. Rozumiem go, ale chyba w żadnym języku nie byłabym w stanie robić
notatek. Więc jeśli wieczorna Antropologia nie będzie wiała nudą to chyba z tego
zrezygnuję.
Nie miałam specjalnej okazji do
rozmów z ludźmi, którzy są zupełnie inni na każdych zajęciach. Ale może to
przyjdzie z czasem.

Wczoraj za to poznałam
przyjemnych Hiszpanów (zwłaszcza jednego, hi hi, no nie, żartuje, planuję
zostać świętą:). Z tymi sobie dla odmiany pogadałam co sprawiło mi dużą przyjemność.
Byliśmy w kinie (film był po
angielsku… i przyznaje bez bicia nie chciało mi się czytać napisów z których
rozumiałam mniej niż z gadki), ale o filmie to chyba dopiero jutro.

Po szkole, z zapałem głodomora, udałam się na zakupy spożywcze.
Mam koło domu dwa supermarkety, więc w głowie ułożyłam planik co i za ile i….. okazało się,
że mają sjestę. Co jest o tyle zabawne, że jeden ze sklepów reklamuje się, że ma otwarte
24/7. No chyba 24-3h sjesty, ale to dla wszystkich, poza mną, było oczywiste.

Z resztek, które miałam w domu
zrobiłam sobie makaronik z pieczarkami i słoniną (wiem, wiem cóż za urocze
zestawienie, ale nic innego nie było). A teraz idę sjestować, bo do 21:30 będę w
szkole.

Leave a comment