Dzisiajsza noc spedzilam na statku, w doborowym towarzystwie. Poza Siostra i Rodzicami byl na przyklad Leonid Kuczma, pare osob z Pragi, podstawowki i… terrorysci.
W statek uderzyly dwie torpedy, przy czym, ja za kazdym razem znajdowalam sie w bezpiecznej odleglosci, bo ostrzegla mnie Buniol – kolezanka z podstawowki, ktora do konca snu podejrzewalam o kontakty z ETA.
Statek poszedl w drobny mak, ale wszyscy, ktorzy mnie interesowali, szczesliwie sie uratowali, a reszta zbytnio sie nie przejmowalam. Zostalismy wywaleni do lasu… intensywnie zielonego i az pachnacego wczesnym latem. W owym lesie Leonid Kuczma zaproponowal mi prace w Ministerstwie Kultury, ktora przyjelam:)
A teraz przychodzi najlepsze – okazalo sie, ze mamy wlasnie Sylwestrowy wieczor. Rano mialo odbyc sie wesele J.S. z Pragi, na ktore nie bylam zaproszona, za to cala moja klasa z podstawowki owszem.
Po zjedzeniu 12 winogron (taki zwyczaj hiszpanski) rzucil sie na mnie… kolega z Zalogi Jungow (harcerze wodni mlodsi) i zaczal mnie namietnie calowac… a ja sie specjalnie nie bronilam:))
Cala sprawa jest o tyle zabawna, ze nie pamietam jak sie ten czlowiek nazywa. Owszem widywalam go czesto, tak do 8 klasy podstawowki (jego 4 czy 5). Potem widzialam go tylko raz na studiach jak wykoleil sie tranwaj, ktory ku naszemu zaskoczeniu postanowil wjechac do Huty Kosciuszko w Chorzowie (zwykle jezdzi do Bytomia).
Mysle, ze teraz juz jest absolutnie jasne, ze z takimi szalonymi snami raczej na powazne decyzje przygotowana nie jestem :))
P.S.
Lece do domu, bo starym sposobem zapomnialam ksiazki z zadaniem domowym na hiszpanski a pani ma do nas podejscie jak do 3 latkow i "zloscila by sie":)))