Już się
zaczął! Dzisiaj o 12:00 w okolicach Cartuchy (starej fabryki ceramiki)! To co,
idziemy?
„Będziemy"
pobijać rekord, a to oznacza ładnych parę
tysięcy (dziesiąt?) ludzi! Każde hiszpańskie miasto chce być najlepsze, dotychczasowy
rekord to chyba 70 000 twarzy.
Młodsze
pokolenie się cieszy, starsze z nadzieją patrzy w chmury ¡Ojala llueva! – Żeby tylko
padało! (ojejej, zanosi się na deszcz)
No, na
razie nie pada, a cały Uniwersytet aż szumi!
Tylko
co to jest botellón?
Otóż,
jest to taki specyficzny rodzaj gminnej popijawy. Każdy przynosi różne rodzaje
alkoholu, w ilościach jakie potrafi unieść, wszyscy zbierają się w jakimś
umówionym (przez Internet, telefon, plakaty) miejscu i… chleją. Tyle, że nie
"każdy pije swoje", tylko to, co akurat wpadnie mu do ręki. Dobrze, że pije się
alkohole, bo cała zabawa, zwłaszcza w kilku (dziesięciu) tysięcznym gronie jest
umiarkowanie higieniczna. Wlewasz łyka i podajesz dalej. I tak do upadłego. Do
tego jakaś amfa czy co tam się nawinie, ale to już nie obowiązkowo. Czyli
zabawa „akurat” dla mnie:) Koleżanka Czeszka idzie zobaczyć co się tam dzieje,
ciekawe czy dotrze na 20:30 na „Alllllla”, czyli nasze cotygodniowe spotkanie z
jedyną słuszną wiarą?
Pardon, oddalam się na siestę, czas nagli 🙂