Moim
zaprzyjaźnieni Muzułmanie powiedzieli, że muszę przychodzić na spotkania, bo
zwiększam frekwencję:), wszyscy chcą słyszeć moje pytania no i przede wszystkim
odpowiedzi. Standard, ludzie się boją zadać jakieś pytanie, a ja nie wiem, że
akurat jest czas na banie, więc walę. A oni na nie naprawdę, cierpliwie
odpowiadają a odpowiedzi zwykle mają ręce i nogi.
Wczoraj
była druga część wykładu o roli Kobiet w kulturze Islamu. Powiem szczerze, im
więcej wiem o Islamie, tym bardziej rozumiem sposób ich zachowania, reakcje i
nieco lepiej sytuacje w krajach arabskich.
Już się
cieszę na następny piątek, będzie o terroryzmie.
Apropos
bicia. Wzięło się (ponoć) w Koranie stąd, że za czasów Mahometa przemoc domowa
była na porządku dziennym, więc zakazał bycia kobiet, a te, w odwecie, prały
mężów, no więc i oni dostali prawo je bić, ale „tak, aby nie zrobić im krzywdy”.
Oczywiście zwróciłam uwagę, że jeśli ja, w złości, zbije z całej siły Pana
Boskiego, to się może zaśmieje, a jeśli on uderzyłby mnie z całej siły, to
tylko raz… nie ma w zwyczaju bić trupa. I o dziwo przyznali mi rację.
Nie
jestem w stanie stwierdzić ile w tym jest prawdy, ale ponoć na przykład w
Jordanii czy w Maroku, właśnie w związku z tym zastrzeżeniem „aby nie zrobić im
krzywdy”, naprawdę kobiet się nie bije, a nawet szturchnięcie uważane jest za
spore społeczne przewinienie.
Tym
razem udało się nam dostojnie przeżyć recytację Koranu. Oj! trzeba się przyzwyczaić,
żeby ucho się nie uśmiechało na sam dźwięk. Dostałyśmy z Koleżanką Czeszką
nagrany fragment świętej księgi, dotyczący śmierci, ponoć wymowa jest taka, że
ma się wrażenie, że recytujący znajduje się w stanie agonii. Jestem bardzo ciekawa.
Jak zwykle Koran nosiła Koleżanka Czeszka. Trudno w to uwierzyć, ale ostatnio
jak miałam w plecaku nagranie innego fragmentu, to strasznie źle się z tym czułam, brr ten
katolicyzm jest we mnie do szpiku kości.