Powinni
przyjechać(cieć) za jakieś 3h. Pewnie samolot się trochę spóźni, ale i tak ostatni
autobus na lotnisko mam 1,25h przed ich przylotem. Najwyżej nie będę spała,
mówi się trudno i…
Byłam
na zakupach. Więc nie umrzemy z głodu, choć chciałam iść jeszcze do innego
sklepu, ale tam okazało się, że jest co prawda otwarty 24h, ale nie w czasie
sjesty i nie po 21, więc pocałowałam klamkę.
Obleciałam
resztę osiedla, ale reszta też niestety do 21, i mam herbaty jakby trochę mało,
ale do jutra wystarczy.
Dzisiaj
specjalnie była sprzątaczka, żeby pucować przedpokój łazienkę i duży – malutki pokój.
Ale
będą spać u mnie (ja w pracowni malarskiej wypucowanej z tej okazji) więc też
goniłam koty i takie tam, mam nadzieję, że będą zadowoleni.
Mają
czyściutkie prześcieradełka, ręczniki, poduchy- długachy. Wytarłam szafę na
wszelki wypadek, bo stoi pusta więc się trochę zakurzyła. I czekam.
Pan
Boski kazał mi zrobić różne obliczenia, chyba w ramach przygotowań na rozmowy
kwalifikacyjne więc się nie nudzę. Ale trochę na szpilkach. Fajnie tak! Jadą
Jaaaddąąą!