Nawet
jak teraz myślę o śmierci Papieża to płaczę. Głupia baba. Chwilę po 21:37 w Czechach przerwali film i nadali wiadomość, że umarł Papież. Rzecz
niesłychana w tym totalnie zlaicyzowanym kraju.
Bałam
się tego strasznie. Chciałam, żeby w końcu odpoczął, ale bałam się …
Kilka
smsów z tamtych dni… nie umiem ich wymazać.
1.4.2005
Siostra:
„No tak – napisali: tej nocy Jezus otworzy szeroko drzwi… do jutra”
Do Pani
I.: „A przecież nie cały umieram. To co we mnie niezniszczalne trwa! Teraz staję
twarzą w twarz z tym, który Jest” Jan Paweł II, Tryptyk Rzymski
3.4.2005
Siostra:
"Byłam z Matyldą w kościele dziś – masakra, zwyłam się tak, że koniec, ja i
cały kościół"
Siostra:
"Tu praktycznie od piątku brak normalnej telewizji nawet mtv jest zawieszona. Cały
czas nadają, albo Watykan albo relacje. W kraju, w Warszawie msza na 100
tysięcy ludzi, to samo w Krakowie. W nocy w oknach paliły się świece. Wszyscy
płaczą. Żałoba narodowa do dnia pogrzebu, który jest ok. czwartku, ale jeszcze
nie jest potwierdzone. Będzie pochowany w Rzymie. Teraz ciało jest wystawione w
Watykanie, ale dla dostojników, od jutra w bazylice św. Piotra dla całego
świata."
8.4.2005
Siostra:
"Pan kiedyś stanął nad brzegiem. Szukał ludzi gotowych pójść za nim…"
Pani I:
"Trzeba z tym żyć A. On się cieszył, że tam pójdzie. Teraz na nas patrzy i się
uśmiecha. I nas nadal kocha. A my jego. I to jest piękne! Jeszcze go spotkamy."
Relacje z pogrzebu oglądaliśmy w TVP u Pani I. razem
z W. Łzy kapały nam jak grochy.