Reżyseria:
Pedro Almodóvar, w rolach głównych: Pénelope Cruz, Carmen Maura, Chus Lampreave.
110 min
genialnego filmu.
Nie
jestem fanatykiem, ani nawet wielkim miłośnikiem Almodóvara.
Lubię jego filmy, ale czasem męczą mnie opisywane przez reżysera
zagmatwane relacje pomiędzy transwestytami, albo homoseksualistami, których po
prostu nie rozumiem.
Teraz też nie znam tematyki z autopsji, nie nosiłam
trupów, a większość moich ciociobabć jest normalnych, ale firm jest powalający.
Jak zwykle zdjęcia, scenografia, muzyka są świetne. Po prostu możesz sobie
wyobrazić Don Quijote jak pędzi przez pustkowia Castilla La Mancha z wiernym giermkiem
po boku w celu zaatakowania wiatraczka. Bo wieeeeje… bardziej niż w kieleckim
na dworcu.
Tyle, że film jest osadzony we spółczesności a krajobrazy
i niepokój La Manchy tylko podkreślają szaleństwo całej sytuacji.
W Hiszpanii wszystko jest możliwe. Wszystko. Nawet to
wariactwo Almodóvara.
W charakterystyce piszą, że to komedia. Ale tak naprawdę tragikomedia
z najwyższej półki. Nigdy bym nie posądzała Pénelope Cruz, że może być tak dobrą
aktorką, reszta też spisała się świetnie. Scenariusz mogłaby napisać Chmielewska
w czasach „Lesia” i „Wszystko Czerwone”. Absurdalne, ale możliwe. Przewrotne
ale wykonalne. Smutne, a śmiałam się w kinie na głos.
Gorąco polecam! To jest nowy, świetny Almodóvar. Chyba w „Mala
educación” pożegnał się z mroczną
przeszłością, a teraz zaszalał w nowym stylu. Sio! Do kina! Warto!