Suknia
waży tonę. Wczoraj prasowałam jakąś godzinę i mam wyprasowane rękawy, korpus i
z dwie dolne falbanki. Więcej nie mogłam, bo nie miałam siły trzymać jej dłużej przewieszonej przez ramię.
Teraz
siestudia ( to co obiecałam, że zrobię dzisiaj do szkoły mam już za sobą więc
idę się na 40 min polenić) i znowu do żelazka!
Byłam
się wczoraj rozejrzeć jak wygląda przeciętnie ubrana Hiszpanka podczas Ferii.
A więc:
inaczej i pięknie. Podziwiam za odwagę. Nie wiem jak ja dziś wyjdę z domu!
Oczywiście będę miała wrażenie, że „cały świat” kula się na mój widok, ale to
tylko wrażenie bo takich jak ja będą tysiące. Szkoda, że noszę okulary, bez to
już cyganicha wypisz wymaluj.
Jeśli
przyjdzie Regina będzie wielki kok, jeśli będę robić sama cudów nie wymyślę,
ale będę się starać.
Sukienka
jest na mnie oczywiście "troszeczkę" za duża, ale pod chusta nie widać (aż tak
bardzo) więc powinno być ok. Przede wszystkim jest stara, więc absolutnie niepowtarzalna.
Te nowe są już na pierwszy rzut oka dużo lżejsze. Ja muszę trzymać dół w dwóch
rękach, żeby nie za bardzo zamiatała podłogę, w jednej bym nie utrzymała.
Falbanek jest zaledwie 12 (liczyłam), ale każda haftowana + ma ogromny obwód,
dlatego ta waga. Te nowoczesne są kolorowe (często czerwone w białe kropki),
ale nie tak „porządne”.
Nie
wiem czy pisałam, ale poza rękawami i dolną częścią korpus jest całkowicie
gładki. Już mi się chce śmiać na myśl o tych kwiatach we włosach!
Musimy
też coś wymyślić dla Koleżanki Czeszki. Ale korali, kolczyków, szminek, kwiatów
mam tyle, że i ona będzie „piękna“ 🙂 Widzę, że aż jej się oczy świecą… Regina
obiecała, że jeśli do wieczora wygrzebie drugą, większą suknie to przyniesie i dla niej. Problem w tym, że Regina ma/miała rozmiar tak 36-38, ja mam 36 a Koleżanka Czeszka ok. 38 – 40… i jest wysportowana i bardzo zgrabna, ale może po prostu nie wejść do małej…było nie było… sukienki …:(
Wachlarz
idzie mi dobrze. Powiem więcej, bardzo mi się podoba malowanie. Regina była
trochę zaskoczona, że potrafię mieszać kolory itd… a ja przecież mówiłam o
Dziadku Adamie. Gdzie mi do niego… ale pędzel już w ręku parę razy trzymałam 🙂
Jakoże nie dało się mnie sklasyfikować stwierdziły z siostrą, że „to, że
nie kopiuje a wymyślam, jest efektem częstych podróży, które poszerzają horyzonty“. No,
jak ksiądz uważa…
Idę posjestować a następnie na pole… do falbanek!!!