Po ponad 3 tygodniach "obijania" (Semana Santa, odwiedziny w domu, Feria de Abril) wrocilam do szkoly. Zajecia od 10:00, trzeba sie zwlec o 8:30, co przy trybie zycia z pojsciem spac ok. 2-3 nad ranem nie jest znowu takie proste. No wiec przyszlam, nie tylko ja, a gosciu tylko obwiescil, ze dzisiaj nie ma czasu a w zwiazku z tym zajecia sa odwolane. Czy to nie sympatyczne?
I tak kulam sie od 10 czekajac na nastepne zajecia o 13. Ale 40 minut isc, zeby dotrzec do swojego komputera?
Caly poprzedni tydzien spedzilam na pisaniu "pracek" wszelakich, zebym dzisiaj po szkole mogla zaczac spokojnie pracowac w mojej nowej firmie, wiec teraz mam wyrzuty sumienia jesli robie cos niekoniecznie uzytecznego. Byla wiec godzina "konwersacji", godzina w bibliotece – poszukiwanie materialow do ostatniej pracy, ktorej ciezki oddech czuje na plecach, bo jesli bedzie dobra uwolni mnie od zdawania jednego egzaminu, no a teraz, przyznaje, juz sie obijam.
Przeczytalam wiesci od AW i mysle sobie, ze te moje wycieczki to pestka w porownaniu do takich Indii czy podobnych. Ale moze, pewnego dnia…Mam nadzieje, ze AW cale wakacje bedzie miala tak udane jak ten pierwszy tydzien. Solidnie sobie na to zapracowala!
Czas leci szybciutko. Jeszcze 2 miesiace i tydzien i znowu bede w Pradze. Bardzo fajnie i nie fajnie … ¿co se da delat?:)