Zastanawiałam się ile razy w życiu zdarzyło mi się
świadomie zatrzasnąć za jakimś człowiekiem drzwi? Powiedzieć: „koniec, tego już
nie chce widzieć nigdy w życiu, palę mosty. Finito.” Chyba nigdy. Za mną drzwi
zatrzasnęły się co najmniej 2 razy. Dwa razy zrobiły to osoby na których mi
zależało. I których mi brakuje i nie do końca rozumiem dlaczego dostałam w
pychol. W wypadku V. bardziej, ja nie byłam w niej zakochana i nic nie mogę na
to poradzić, ale mogłam widzieć to wcześniej. W drugim mam wrażenie, że
dostałam rykoszetem. Choć może to jest właśnie mój problem, że nie potrafię
zrozumieć błędu.
Moja Siostra mówi, że jesteśmy takim dziwnym pokoleniem, egocentryków.
I że mówimy sobie za dużo i zbyt otwarcie, wydaje nam się, że mamy prawo do
własnych opinii w każdej sprawie. Że mamy za dużo czasu na myślenie. Chcemy
mówić, ale nie mamy ochoty słuchać. Ona to mówi o mnie oczywiście, ale i o całokształcie
moich znajomych.
Pewnie ma rację. Ale nie wiem skąd nam się to wzięło?
Piszę właśnie taki publiczny rachunek sumienia, co? Czyli
dokładnie to o czym mówi moja Siostra: „wydaje mi się, że mam prawo mówić
prawdę, w tym prawdę o sobie”. O sobie to jeszcze mniejszy grzech, bo prowadzi
tylko do ewentualnego potępienia ze strony znajomych, którzy czasem, czego też nie powinnam
pisać, nie przyznają się sami przed sobą do swoich mniejszych czy większych
grzeszków.
Innych oceniać nie mam prawa. Uczę się w każdym razie. Nawet
jeśli ich motywacje są dla mnie oczywiste a czyny powszechnie znane.
Ciekawa jestem jakie piekło bym rozpętała burząc tę
świętą zasadę? Mówiąc, nawet tylko pytana: ten zdradza lub prawie zdradza tamtą, ta jest zazdrosna o
wszystko, tanten nie jest tak idealny jak ona twierdzi, owy/a pije. Zazdroszczę
wszystkim, którzy z czystym sumieniem potrafią powiedzieć „naprawdę nie wnikam
w sprawy innych ludzi, mogę stwierdzić, że nie widzę co
się dzieje w innych rodzinach i że mnie to nie interesuje”. Ja widzę, niestety. Każdego
dnia staram się uczyć jak widzieć a nie dostrzegać, nie rozumieć, nie słyszeć fałszu
w „oficjalnych wersjach” wydarzeń. Bo MOŻE nie rozumiem sytuacji, nie znam wszystkich uwarunkowań. A przede wszystkim moje zdanie nie ma znaczenia. Siostra ma rację, za dużo myślę. Tyle, że muszę myśleć, żeby przez nieuwagę,
bezmyślność, znowu nie usłyszeć trzasku drzwi, które chciałabym widzieć
otwarte. Bo wydawało mi się, że mogę powiedzieć coś w co święcie wierze i
oczekiwać co najwyżej trudnej dyskucji, nie trzasku, WYDAWAŁO.