Wracam. Stop.
Dzisiaj. Stop. ?!:( :)*!!. Stop. Agradabla
Bez obaw, chodzenie po bagnach wciąga, będę pisała.
Jestem po ostatnim egzaminie, nie mam zielonego pojęcia
czy zdałam, bo był pisemny, dowiem się tak za tydzień. W chwili obecnej się nim
nie przejmuję. Nie mam już wpływu na wynik. Jeżeli nie zdałam, to będę
miała problem. Ale aż za jakiś czas.
Dzisiaj jest THE DAY.
Ten, z powodu którego postanowiłam teleportować się na
drugi koniec Europy.
Pan Boski zdaje dzisiaj 3 część egzaminu CFA (Chartered Financial Analyst – żeby dostać
ten tytuł trzeba zdać drobny, 3 częściowy egzaminek). Przygotowanie
do jednej części zajmuje mu zwykle ok. 5
miesięcy. W tym czasie raczej nie zauważa czy jestem w domu czy nie, więc
na ostatnią wybrałam NIE i oto byłam w Sevilli.
A nawet jestem, autobus mam o 19:30, bilet zakupiony.
Pozostaje drobnostka: spakować się. To co za miesiąc mieliśmy odwozić wspólnie
z Panem Boskim będę musiała dzisiaj wepchnąć do jednego plecaka (nogą chyba) i
przekonać specjalistów od teleportacji, że plecak nie jest wcale tak ciężki jak
się wydaje. A urządzenia pomiarowe maja w przypadku mojego plecaka wyjątkowo niedokładne.
Chce posłać smsa Koleżance Czeszce, ale nie mam jak bo mi
się kredyt skończył.
W nocy odlatuję z przyjemnych +35 C do wiejącej chłodem
Pragi. A w poniedziałek do pracy, sic!