Plany na dzisiaj mam raczej proste:
- zalegla
praca - gotowanie
obiadu - wyjezdzam
do szpitala - spotkanie
z najlepszym kolega z klasy i lawki, bratem, przyjacielem, itd, itd. A tak
w ogole to narzeczonym! Bo lata temu ustalilismy, ze jesli nie znajdziemy
pary (czytaj: nie bedzie slubu) do moich 27 urodzin… potem przesunelismy na 30 i to bedzie w grudniu, tooo slub bedzie.
Jesli bedzie mial czas – to spotkanie, nie slub.
Jestem nastawiona optymistycznie, bo Bytom przywital mnie sloncem. Praga byla
pochmurna a tu piekne. Mnie tam surrealizm postindustralnego Slaska nie
przeszkadza. Emigranci sa slepi. A ja lubie sloneczko, nawet odbijajace sie od
sniegu. Po Hiszpanii jest mi ciagle zimno i zachwyty, ze bedzie +27 to dla
mnie promyczek slonca, ale jednak nadal mroz, przyzwyczaje sie.
Wszystkim cieplo, a ja mam paznokcie w odcieniu delikatnego fioletu. Dlatego ciesze
sie promyczkami…
Odniegajac od tematu: ten wczorajszy mecz, to byla taka piekna
katastrofa. Z ciezkim sercem ogladam wiekszosc polskich meczy i wiadomosci sportowych.
Juz pisalam. Nie umiem grac na skrzypcach to sie nie pcham na scene. A panowie
owszem. No hrůza!