Dzisiaj i mnie dyndaja atomy. Nie ze zmeczenia, ale ze
strachu. Czasem boje sie wszystkiego. Mam sto negatywnych wariantow przyszlosci
i mecze sama siebie tymi wizjami, ktore zazwyczaj sie nie spelniaja. Przyszlosc
jest inna, czasem lepsza, czasem gorsza. Moja wyobraznia nie jest tak rozwinieta
abym byla w stanie przewidziec rozwoj wypadkow. Zycie zaskakuje mnie zawsze.
Jakby ktos potrzebowal recepte na szybka autodestrukce, to
mam kilka w zapasie. Mnie nie dynda jeden atom. Wszystkie mi dyndaja.
Najchetniej bym uciekla zostawiajac ta przestraszona czesc mnie w jakims worku. Moze
ja wykapie we wrzatku, to mi przejdzie? Warto sprobowac.