Wypuscilam Pana Boskiego na wolnosc. Polecial “odebrac mnie”
do Sevilli. Wiem, moglam postawic veto i kazac siedziec kamieniem w domu, skoro
ja powinnam, ale chwytanie golebi wydaje mi sie niehumanitarne.
Polecial. Teraz jest juz chyba w Londynie i czeka na samolot
do Sevilli z wielka nadzieja, ze na lotnisku uda mu sie zobaczyc mecz Czechy vs Wlochy.
Czy sie nie boje wypuscic ptaszka z klatki? No boje,
oczywiscie, zlaszcza ze bedzie podrozowal w towarzystwie mojej, bardzo ladnej, kolezanki
(tylko). Tylko, ze tak sobie mysle, ze skoro mial na przestrzeni roku 7
miesiecy na ewentualne zdrady a z tego co widze, to nie wyglada (+ jest zbyt
leniwy:) Poza tym, wydaje mi sie, ze jak ktos chce to znajdzie miejsce i czas
nawet gdyby dziergal swetry w zamknietej komorce. Dlatego postanowila ze nie ma sensu panikowac,
a raczej liczyc na to, ze oceni moja tlerancje i wielkodusznosc (niedoczkanie:)
Tak wiec siedze sobie, taka slomiana wdowa w Polsce (spedzilam
standardowa nocke w pociagu), wlasnie skonczylam super miedzynarodowy
conference call (ktorego balam sie jak diabli, bo pelnilam funkce gdzies na
skrzyzowaniu prawnika i specjalisty od ubezpieczen na Slowacji) i zaraz znowu
bede zmuszac sie do pracy.
Prosze trzymac kciuki, coby mi ptak nie uciekl. Golebie
ponoc zawsze znajda droge do domu. No chlopie, radzilabym, inaczej serce
wydlubie, lyzka!