BARILOCHE – ARGENTYNA

Wczoraj bylismy na steaku. Byl conajmniej 2 razy wiekszy niz te serwowane w dobrych praskich restauracjach i conajmniej tak samo dobry (chodz chyba lepszy, ale nie chce sie chwalic) kolacja w dobrej restauracji kosztowala moze 70 PLN. Bariloche jest bardzo podobne do kalifornijskiego Lake Tahoe. Piekne, tutystyczne miasteczko nad brzegiem ogromnego jeziora otoczonego przez zasniezone Andy.

Za chwile wyruszymy w gory. Wczoraj Pan Boski byl sam a ja spalam i czytalam, dzisiaj juz wyruszamy razem. Mozliwe sa 2 trasy 3-4 i 7h. JA oczywiscie optuje za ta krotsza, bo z kolkuszem wedruje sie ciezko.

W porownaniu do Chile jest tutaj drozej a miasteczko lepiej utrzymane, ale ponoc Bariloche to argentynska odpowiedz na francuskie Chamonix, wiec zadna norma.

Mieszkamy w dosyc ladnym hostelu. Bardzo mnie bawi, ze tu w kazdym miejscu gdzie mamy spac jako szalona zalete wymieniaja obecnosc cieplej wody… ale moze to rzeczywiscie nowosc w tych stronach?

XXX

Apropos nowego roku… to tutaj chodza sluchy, ze rok 2008 bedzie najlepszy z dotychczasowych! JA w to wierze i zycze wszystkim!

Leave a comment