Andy sa przepiekne. Wyruszylismy wczoraj rano a wrocilismy przed 2 godzinami, absolutnie padnieci i totalnie zauroczeni. Jeszcze nie bylam takich gorach w ktorych krajobraz zmienial by sie co kilometr i to tak radykalnie, ze zapiera dech. Najbardziej podobala mi sie wspinaczka po skalach. Jak widze takie skalki konczyny natychmiast zamieniaja mi sie w przyssawki a ja w mala koze. Uwielbiam. Po skalach przyszedl snieg i skaly a potem strumyki a potem bagienko a to wszystko wsrod doprawdy oszalamiajacych krajobrazow.
Prawda o moim "nielubieniu" gor jest bardziej skomplikowana niz by sie moglo wydawac:)… ja nie lubie nudnych gor, do ktorych zaliczam Gory Izerskie (ale pss bo Pan Boski uslyszy). Uwielbiam jak cos sie dzieje, jak te gory zmieniaja sie i zyja. A Andy wlasnie takie sa. Osniezone szczyty a pod nimi jeziora.
Ciekawostka przewodnikow opisujacych Andy jest to, ze czas podany na ich stronach nalezy przemnozyc przez 1,5 zeby byl pradwopodobny. Pan Boski chodzi po gorach jak strzala, a jak byl sam ledwo ledwo sie zmiescil w awizowanych godzinach. Ja chodze, powiedzialabym jak dobra sredni,a w srod doswiadczonych bab… a w godzinach nie zmieszcze sie ani przez przypadek.
Ale moze to dlatego, ze po Andach chodza turysci a nie przypadkowi ludzie. Nie ma tam smieci jak w Polskich gorach a szlaki sa oznaczone … dosyc ekstrawagacko i niewyraznie.
Ale jest pieknie. Goraco polecam i lece na kolejnego steaka (dzis wezme 1/2 porcji)