W wielkiej Klimatologii Klimaszweskiego lodowce zajmuja podnad 200 stron, w "malej" zaledwie 30. Nasz profesor byl fanatykiem lodowcow i wymagal, zebysmy tych 200 stron nauczyli sie, w ciagu tygodnia, na pamiec. Nie bylo szans. A skoro nie bylo szans nauczylam sie tylko 30. Na szczescie mnie pytal z wietrzenia 🙂
Jakos zdjeca a konkretnie slajdow jakie nam pokazywano na zajeciach z geomorfologii byla koszmarna, moze gdyby kos gdzies znalazl zdjecia Perito Moreno zarazil by nas miloscia do lodowcow.
Zrobilam 50 zdjec. Slownie: piecdziesiat zdjec jednego lodowca dolinnego. Jest tak gigantyczny i piekny, ze znowu musicie poczekac na konkretne fotki. Od tak miliardy ton lodu wylewaja sie do jeziora. Dosc powiedziec, ze ta czesc ktora widac ma ponoc 50 m wysokoscie, a u lodowacow jak wiadomo, wazniejsza jest ta czesc ktorej nie widac.
To nasz ostatni dzien w Argentynie. Jutro wracamy do Chile.
Zaczynam miec delikatny syndrom puszki konserwy, otwieram a tam Pan Boski. W zyciu nie spedzalismy razem tyle czasu. Jest ciagle i wszedzie. To pierwsze 2 godziny w czasie tej podrozy, ktorych nie spedzamy razem. A kto czyta ten wie, ze zwykle zyjemy w zupelnie innych swiatach. Ale nie jest zle. Na razie trzymamy forme i jeszcze sie nie pozabijalismy.
W Argentynie czeka nas dlugi gorski trek, nie wiem jak go przezyje, bo mnie takie dlugoe gorskie rzeczy nudza nieziemsko, ale bede sie starac.
Na razie nie jest mi zimno co mnie bardzo cieszy. Zobaczymy co napisze po tym jak w przyszlym tygodniu bedziemy spac pod lodowcem. Wracam bo juz pewnie czeka, mamy isc na naszego ostatniego steaka.
XXX
Gopherku Chile jest chyba sporo bardziej cywilozowane niz Peru. W kazdym razie nie ma sie czego bac:)