Wczorajszy dzien ukoronowala wizyta w rezerwacie pingwinow. Spodziewalam sie, ze beda ich miliony, albo conajmniej tysiace, bylo mniej, ale rowniez sympatyczne.
Jak zwykle porobilam mase zdjec. Mam nadzieje, ze Mimi (coreczce Bedrunki) sie spodobaja.
Czuje sie jak prawdziwy paparazi… staralam sie zrobic zdjecie z bliska jednego pingwinka a ten sie tak zdenerwowal, ze wyskoczyl do obiektywu i dziobnal z taka sila, ze dziw, ze go nie rozbil. Chodzilam przestraszona jeszcze z 15 minut, ale nalezalo mi sie :))
Za 6 godzin wylatujemy z Punta Arena do Santiago a jutro rano wyruszamy na Wyspy Wielkanocne. Chyba nie pisalam, ze Pan Boski zapomnial wziac prawo jazdy, co oznacza, ze bedziemy musiec przejechac wyspe na rowerze. 50km na rowerze, to moim zdaniem dawka smiertelna, ale zobaczymy. Mialam nadzieje chociaz tam obejde sie, bez wysiklu fizycznego, najwyrazniej los zdecydowal inaczej.
Z ciekawostek chcialam napisac o srodkach transportu. W czasie naszej podrozy sporo latalismy, jezdzilismy autobusami, stateczkiem, wyciagiem, kolejka a wczoraj taxowka. I to wszystko sa srodki transportu, ktore znamy z domu i wcale nas nie dziwia. Wczoraj sprobowalismy czegos nowego… jechalismy cudem, ktore nazywa sie taxi colectivo. Tutaj wszedzie sa przystanki wlasnie dla tego srodka transportu, teraz juz wiemy jak dziala.
Taxi colectivo – to taxowka do ktorej wsiadaja 4 osoby, ktore jade akurat ta trasa, ktora taksowka ma napisana na tabliczce przyczepionej do dachu. Taksowka kosztuje 12 CZK (ok 1,7 PLN) i nieustannie jezdzi po miescie po wyznaczonych trasach. Sa ich tutaj setki.I mam wrazenie, ze dzialaja doskonale. Sa ponoc rowniez autobusy- micros, ale w przeciwienstwie do taxowek nie maja napisanej trasy a na przystankach nie ma mapek, wiec wszyscy wiedza gdzie dany autobus jedzie… albo nie…
I tym optymistycznym akcentem… do przeczytania!