POROD

Opowiesci wiekszosci kolezanek stawialy sprawe jasno: porod to rodzaj katastrofy przyrodniczej, ktora mnie najprawdopodobniej zabije, a ktora musze przezyc. Boli tak bardzo, ze mozna umrzec, zostawia trwaly slad na psychice a nagroda jest maly, rozkoszny czlowieczek, ktorego dostajemy na wychowanie.

Wychodzac z zalozenia, ze ciezko sie przygotowac na tajfun jesli czlowiek nigdy wczesniej go nie widzial i za cholere nie jest w stanie przewidziec rozmiaru zniszczen, postanowilam sie nie bac.

Slowa nie dotrzymalam. W czwartek 18.2 (czyli 2 dni przed porodem) wiedzialam, ze w sobote ide do szpitala i ze najprawdopodobniej w sobote lub niedziele urodzi sie Malgosia.

Wieczorem przyjechal Boski a ja wylalam na niego caly ten strach, ktorego ponoc nie bylo. Trzymal sie dzielnie.

W piatek rano wilam gniazdo a wieczorem wybralismy sie do miasta na miesna kolacje, zebym miala sile wytrzymac to co bedzie sie dzialo w sobote.

W sobote o 7:30 przekazalam wszystkie wypelnione wczesniej papiery i zaczelam odpowiadac na pytania lekarza.

Oszczeszajac fizjologicznych opisow: o 15:24 Malgosia  krzykiem dala znac miastu i swiatu, ze teraz ona rzadzi. Ja opadlam na poduszke a Pan Boski przecial pepowine i poruszac sie krok w krok za Malgosia i przekonujac personel szpitala, ze “nie wszystkie dzieci sa najpiekniejsze, ale ONA JEST”. Zgadzali sie z usmiechem na twarzy 🙂

Czy porod pozostawia slad na psychice? z pewnoscia, skoro jeszcze dzisiaj, po 2 tygodniach o nim mysle, zastanawiam sie nad kazda mysla, ktora wtedy przeleciala mi przez glowe. I mam potrzebe napisac o tym na blogu.

Czy porod boli? no jasne, ze boli. Na poczatku skurcze sa takie przyjacielskie, ale w moim wypadku mniej wiecej co 5 minut stawaly sie tak dwa razy silniejsze i czulam sie jakbym przechodzila na kolejny poziom realistycznej gry komputerowej. Niemniej jednak da sie przezyc. Nawet te ostatnie 2 godziny, kiedy w zasadzie tylko przeczekiwalam od skurczu do skurczu, da sie przezyc, bo w ciagu minuty miedzy kontrakcjami czlowiek spokojnie sobie wytlumaczy, ze w zasadzie nic sie dzieje i nie jest tak zle.

Rodzilam w Pradze u Apolinare. Polozne i lekarka byli niesamowici. Duzo zrozumienia, usmiechu, zero uzalania. Wygodnie mi stac na jednej nodze? prosze bardzo, chce lezec na podlodze w prysznicu? jak najbardziej. Masaz? swietnie. itd itd.  Maja moj wielki podziw i szacunek, ze po latach pracy ciagle jest w nich tyle zrozumienia, empatii i checi byc normalnym.

Boski byl ze mna pierwszych kilka godzin, kiedy jeszcze nie chodzilam po scianach, i ostatnich 20 min kiedy juz bylo jasne, ze Malgosia za chwile przyjdzie na swiat. I tak bylo dobrze. Ciesze sie, ze nie musial mnie ogladac jak bolalo bardzo, bo mogla bym dokonac szybkiego, rytualnego mordu dla odprezenia a w zadnym wypadku na to nie zasluzyl.

Chwile po urodzeniu dostalam mala zebysmy sie poznaly. Potem ja mierzyli i wazyli i znowu posiedzialysmy sobie razem pod pierzynka. Potem ja zaniesli dogrzac na oddzial nowodorodkow a ja poszlam na polozniczy.

________

Po powrocie do domu (tak dopiero wtedy) zaczelam czytac fora dotyczace porodu. Okazalo sie, ze kolezanki byly w opisach bardzo lagodne a cierpienia pan piszacych na forach/blogach byly niezrownaniu wieksze. Dlatego pisze. Jakby zalbadzila na moim blogu jakas kobitka co bedzie za chwile rodzic, to chcialabym ja uspokoic. Porod to nie musi byc zadna tragedia. Tak samo jak szycie zranien porodowych to tez nie koniec swiata. Masaz szyki macicy rowniez da sie przezyc.

Zdaje sobie sprawe, ze w moim wypadku porod trwal zaledwie 7,5h wiec z natury rzeczy mozna go okreslic jako latwy. Ale jednak wiekszosc porodow jest taka normalna, naturalna, wiec nie dajcie sie przestraszyc oszolomom z for internerowych tudziez przewrazliwionym kolezankom. Moze byc normalnie.

Ja z pewnoscia porod bede wpominac jako bardzo pozytywne przezycie – czulam sie jak czlowiek (a myslalam, ze w takiej sytuacji sie nie bardzo da), bolalo zgodnie z oczekiwaniani a na koncu dali mi w ramiona dracego sie czlowieczka, ktory spi w kolysce obok i usmiecha sie bezwiednie “sniac o aniolkach” (jak mowi Siostunia). Houk

_________

Malgosia Boska

Leave a comment