DAROWANEMU KONIOWI…

Darowanemu koniowi nie patrzy sie w zeby. Ale jak poznac, ze sie dostalo konia???

A bylo to tak: Spodziewalismy sie po porodzie bede martwa. Dlatego bylo umowione, ze najpierw przyjedzie mi pomoc Siostronia a potem, jak bedzie trzeba, Boscy Starsi.

Siostrunia przyjechala odebrac nas ze szpitala. Byla z nami 10 dni do czasu kiedy uznala, ze sami Malgosi nie zrobimy krzywdy. Pierwsze 2 dni miala Gosie u siebie a ja ja tylko karmilam i odsypialam. Potem cale dnie spedzala z Malgosia a  nas wyganiala do urzedow, sklepu na zakupy i na spacery, zebysmy byli odpoczeci jak zostaniemy sami. Do tego gotowala, wymyla wszystkie okna w Pradze i Bratysawie (12 okien w samej Blave!!!) i zrobila niezliczona ilosc innych rzeczy. Musialam jesc rosolki, mieska i warzywa, zeby nabrac sily.

Tak…

przyjazd Boskich Starszych nie byl konieczny, bo Siostrunia wzorowo mnie wykurowala. Jak sie teraz okazalo – na szczescie.

Kolezanka rosnie tak szybko a dziadkowie dzwonia co drugi dzien, ze pod lekka presja zaprosilam tesciowa do Blavy…

We wtorek przyjechala Pani Boska starsza. Pomagac.

Mamy czwartek. Jak dotad uprasowala 2 suszarki ubranek i to jest wszystko co zdarzyla zrobic. Jesli jej nie dam sniadania/obiadu/kolacji pod nos… nie je. Ona chetnie pomoze ale o kazda pomoc ja musze osobno poprosic w sensie osobno o wyprasowanbie pieluch osobno o ubranek. Tyle, ze mnie sie ani nie chce prosic ani nie musze prosic, bo i bez niej lepiej lub gorzej dajemy sobie rade.

Innymi slowy: Když dva dělají totéž, není to totéž. Siostrunia wrrrrroooocccc!!!*

_______________

*Siostrunia jest na nartach w Alpach, wiec nie czyta jak sie tutaj podlizuje 😦 :))

Leave a comment