Jestem na siebie wściekła i smutna, bo nie umiem wydorośleć. Po raz kolejny zrobiłam dokładnie ten sam błąd co zawsze. Powiedziałam komuś prawdę. Moją prawdę, która wcale nie musi i NIE JEST obiektywna.
Co się konkretnie stało?
Jednym z mieszkańców mojego domu Salamance jest młody (18) Holender, Joost. Jest bardzo sympatyczny, inteligentny i rozpaczliwie rozwydrzony. Bogaty, ogłupiony i zepsuty ilością pieniędzy, którą ma do dyspozycji. Z resztą jak większość uczniów szkoły do której chodzę.
Dzisiaj po szkole, w której, jak zwykle nie był, oświadczył wesoło, że w ciągu 3,5 tygodnia wydał na jedzenie i zabawę 850 EUR. Nie wiem co mnie podkusiło, znowu jakaś gupia część mnie, która nie umie się zamknąć w momencie, kiedy jest to najbardziej potrzebne i zaczęłam z nim o tym rozmawiać.
Skarżył się, że do 20. listopada ma TYLKO 500 EUR na jedzenie. Więc zaczyna oszczędzać. Zamiast uśmiechnąć się, zażartować, albo sama nie wiem co, puścić to mimo uszu, zapytałam się go co chce zrobić z taką kasą w ciągu miesiąca? Powiedziałam mu, że to jest dziecinne wydawać wszystko co się ma i ciągle prosić rodziców o więcej. Że jeśli tatuś kiedyś straci firmę, to on najpewniej umrze z głodu, bo nie umie robić zakupów, bo nie umie rozsądnie gospodarować pieniędzmi, bo jego życie to tylko bezsensowne wydawanie. Że miał szanse sporo zaoszczędzić, albo pomóc komuś kto to potrzebuje, a on jest dumny, że tyle wydał!
Nie rozumiał, jak to miałby dać komuś SWOJE pieniądze? Przecież dostał je od rodziców właśnie dlatego, żeby się dobrze bawił. To są JEGO pieniądze. A on już ciężko pracował, więc wie jak to jest. Zamiast przestać, powiedziałam: ciężko? to znaczy ile godzin? bo dla mnie ciężko to jest tak 15, mniej to zabawa, jeśli w pracy nie musisz myśleć. Dałam się wciągnąć, a może wciągnęłam jego w zupełnie bezsensowną dyskusję na temat wartości pieniędza.
Powinnam była wiedzieć, że on NIE MOŻE rozumieć, że pieniądze nie spadają z nieba. Że ma 18 lat, że jeśli jego zachowanie, to że jest tutaj a jedyne czym się zajmuje to picie wódki z kolegami, palenie, niszczenie sobie zdrowia (to ten co ma bardzo popsute płuca), jeśli jest czyjąś winą, to tylko winą jego rodziców. A mnie nic do tego.
Powiedziałam, że w życiu bym go nie zatrudniła. Prawda. Ale co z tego? On nie potrzebuje pracować a już na pewno nie u mnie. On jest z innej bajki.
Potem dziewczyny powiedziały mi, że Joost czuje się troche urażony i że może nie powinnam była tak z nim mówić.
I mają świętą rację. Bo to ja jestem żałosna, bo jak widać, w wieku 29 lat ciągle nie umiem zaakceptować faktu, że świat składa się z bogatych i biednych. A to, że ja urodziłam się – patrząc z perspektywy moich współmieszkańców – w tej drugiej grupie nie sprawia, że jestem lepsza. Co z tego, że za mój pobyt tutaj płacę sama? Mam problem, nie powód do dumy. On go nie ma. Ma chłopak szczęście i tyle. I to ja mam problem, nie on, jeśli nie podoba mi się, że szasta pieniędzmi.
Wyszła ze mnie taka głupia zawistna polskość, małostkowość. Zupełnie niepotrzebnie. On tej mojej prawdy, że pieniądze kosztują, nie musi, jeszcze (?), znać. Więc niech jej nie zna! Niech żyje jak żyje, jeśli może i jeśli mu to odpowiada!
Wierzę w każdą literę, którą mu powiedziałam. Ale po prostu, dzięki dziewczynom, które w sumie mówiły „ale wiesz on jest inteligentny, ale jeszcze głupi, on jest z innego świata, jego rodzice chcą, żeby tak żył” i takie tam dyrdymały, zrozumiałam, że tak naprawdę głupia to jestem ja. Z tą moją, jak zwykle, niepotrzebną, drastyczną, urażającą jego dumę, prawdą. Której on NIE MOŻE zrozumieć i nie ma potrzeby żeby rozumiał.
Jutro go przeproszę, jeśli mi na to pozwoli. Zupełnie szczerze. Najchętniej zrobiłabym to teraz, ale jest już noc, więc baluje. A ja siedzę i jestem na siebie wściekła.
Jak wpadłam na to, żeby winić kogoś za to że jest bogaty i że nie musi znać różnicy pomiędzy tym samym sokiem kupionym za 50c i za 2 EURa tylko 200m dalej????
Boże, kiedy ja w końcu dorosnę???
P.S.
Przyszedł, przeprosiłam go, przy czym się oczywiście popłakałam, bo jestem wściekła na siebie, jak zawsze jak zrobię taką kardynalną głupotę. Dlatego też piszę w nocy. A on się śmiał, że to i tak nie miało dla niego zbyt wielkiego znaczenia. I bardzo dobrze. Cieszę, się, że to była lekcja dla mnie, nie dla niego. On jej znać nie musi. To ja muszę w końcu wydorośleć. Amen.