SŁONIECZKO ŚWIECI…

… za oknem, w słońcu jakieś 17-20 stopni a ja jak głupia siedzę w domu i marzną mi łapy. Byłam dziś wyprowadzić Agradablę na jakiś 4 godzinny spacer, ale chyba powinnam starać się bardziej. Taka śmieszna sytuacja. Bo w domu zimno… co za miesiąc okaże się zbawienne, a na zewnątrz też zimno, jeśli się człowiek intensywnie nie rusza, a ja się mało gdy intensywnie ruszam, więc w efekcie mam cały czas fioletowe paznokcie z zimna. Cała ja.

Szkoła zacznie się w przyszłym tygodniu więc staram się w miarę efektywnie wykorzystywać czas: czytaj: czytać. A jak chcę już skrajnie efektywnie wykorzystywać czas to czytam „Manolito Gafotas” – hiszpański hit dla wczesnych nastolatków, akurat na moim poziomie.

Żadnymi wiekopomnymi działaniami nie mogę się dziś pochwalić, poza dobrym humorem, a to w warunkach relatywnego mrozu (hi hi) jest dla mnie pewnym osiągnięciem.

Uśmiecham się więc ładnie… A. 

ŁO MATKO Z CÓRKOM

Jak często mawia Tajemnicza
Polka a ja się zaraziłam. Ta Ekonomia Polityczna to kobyła taka, że można się
pociąć szarym mydłem. Połączenie makroekonomii z historią myśli ekonomicznej i
aktualnej sytuacji Hiszpanii na europejskim rynku monetarnym. Ja-się-mam-tego-nauczyć???
No nie wiem, nie wiem… ja to lepiej przemyślę 🙂
Radzić mi proszę!!! :(((

ERAZMUS NA POLNYCH DRÓŻKACH

Tworze sobie plan lekcji. Bajer.
Abstrahując od faktu, że większość interesujących mnie przedmiotów już była (w
pierwszym semestrze), to te parę niedobitków, które zostawili na drugi semestr
jest obowiązkowo we wtorek… a jeśli nie to przynajmniej w środę, tak, żebym
musiałam wybierać mniejsze zło. Dodam, że do tego nie mam wszystkich
potrzebnych informacji. Egzamin z hiszpańskiego (potrzebny, żeby zapisać się na
hiszpański dla obcokrajowców) mam dopiero 21.2 – a jakże we wtorek! I modlę
się, żeby mnie nie wcisnęli do jakiejś grupy, która będzie we wtorek lub środę,
bo mi to rozwali tak starannie układane plany. To co poniżej to już 4 wersja
układanki. Na razie jedyna możliwa… ale jak mi wwalą ten hiszpański we wtorek
to pewnie się okaże, że i inne wersje są możliwe:)

Na razie plan wygląda w
następujący sposób:
(ale coś muszę wywalić, bo mam o
4,5p. nad limit a taka znowu ambitna to ja nie jestem)

LEGENDA:
4,5; 6- to ilość punktów za
przedmiot

E – Wydział Nauk Ekonomicznych
G – Wydział Historii i Geografii – oddalony od WE jakieś 15 min. świńskim
truchtem
P – Wydział Psychologii, 3 minuty od Ekonomii

PONIEDZIAŁEK
20:00 – 21:30 Antropologia
religii (6), G -> to cudo to ze względu na ilość punktów:)

WTOREK
8:00 – 9:00 Geografia usług (6),
G -> z tego chyba będę zdawać egzamin „doktorski” w Czechach więc może
warto?
12:30 – 14:30 Zarządzanie
jakością w turystyce (4,5) E
15:30 – 17:30 Psychologia
zasobów ludzkich (4,5) P
17:30 -19:30 Psychologia zasobów
ludzkich, P
20:00 – 21:30 Antropologia
Religii , G

ŚRODA
8:00 – 9:00 Geografia usług, G
11:30 – 13:30 Zarządzanie
jakością w turystyce, E
18:00 – 20:00 Geografia
polityczna (6), G

CZWARTEK
8:00 – 9:00 Geografia usług, G
11:00 – 13:00 Ekonomia
polityczna (7,5), E -> po angielsku!!!! Jest szansa, że zdam… ale to chyba
kobyła jakaś, ktoś wie co to jest? G. twierdzi, że chyba makro??? P.B., że tak
czy inaczej nie powinno mnie zabić:)
18:00 – 20:00 Geografia
polityczna, G

PIĄTEK
13 – 14:30 Ekonomia polityczna,
E

+ do tego, nie wiadomo kiedy ten
hiszpański.

Mogę wywalić 1 przedmiot,
najlepiej taki za 4,5 punktu, bo powinnam mieć 30 (ale jak będę mieć trochę
mniej to też mi głowy nie urwą, bo doktorant ponoć może 😉

Zapraszam do głosowania, co
byście wywalili? Na pierwszy ogień powinna polecieć albo: Psychologia zasobów
ludzkich
albo Zarządzanie jakością w turystyce. Ale jeśli pałacie nienawiścią
do innego przedmiotu to proszę o antyrekomendacje!

Powinnam się zmusić do nauki
hiszpańskiego, ale jest mi tak zimno (bo w domu jest zimno), że czytam o
Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej i staram się przeczekać do lata, którego
nadejścia spodziewam się w przyszłym miesiącu… albo przynajmniej do początku szkoły – za tydzień.

AAA i dobra wiadomość: Pani,
najpierw lekko zaniemówiła, a potem przypomniało jej się, że zapłaciłam za 2
miesiące z góry a więc wszystko jest OK. Przepraszam za panikę nt. mieszkania,
ograniczę się do paniki nt. szkoły:)

NIE WIEM, JAK ONA TO ROBI!

Autorka: Pearson Allison

Zdenerwowała mnie ta książka
bardzo. Nie, nic jej nie jest. Powiem więcej, świetnie się ją czyta! Z gatunku:
„nie wkładaj dzieci do wanny zanim zaczniesz ją czytać, bo możesz je wyłowić dopiero
rano”. Zdenerwowała mnie bo jest prawdziwa. I dlatego, że w tym roku będę miała
30 lat.

Wiem, że 30 lat to nie koniec
świata, ale dla kobiety to początek końca kariery zawodowej, jeśli ktoś chce
robić szalone rzeczy i jeśli ktoś chce mieć dzieci. A ja bym chciała i jedno i
drugie.

Być może jestem zdecydowanie
zbyt ambitna, ale chciałabym jeszcze trochę poszaleć. A tu nie ma czasu!
Dobrze, nie będę miała dzidziusia jutro, pewnie nawet za rok nie. Ale jeśli przegapię
jeszcze parę to będzie pozamiatane a ja stanowczo chciała bym mieć dzieci! Biorę
pod uwagę zbawienną możliwość, że jak urodzi się taki mały smok, to hormony
sprawiają, że człowiek (czytaj: kobieta) nie chce nic innego tylko trwać przy
jego mikroskopijnym łożu do końca swych dni, z tym, że na razie (pewnie z
braku przychówku) tego nie czuje. Co zrobię jeśli nie poczuję?

Wiele moich koleżanek, w tym
młodszych koleżanek (ja mam prawie same młodsze 😦 marzy tylko o tym, żeby JUŻ
przestać pracować i zacząć zajmować się małą pociechą. I to jest extra.
Podziwiam je i życzę im aby to „już” było jak najszybciej. A ja bym chciała
popracować jeszcze chwilę, najlepiej w City w Londynie albo NY. Taa wiem, że prawdopodobieństwo
jest żadne, a jeśli, to trzeba na to czasu, którego ja już mam strasznie mało???!!! Ta myśl mnie nieludzko drażni. Wiek wcale mi nie przeszkadza, nie wyglądam, nie
myślę, nie czuje tak, jak chyba powinien, 30 latek (tka). Ale staropanieństwo do drzwi
puka (co mi snu z oczu akurat nie spędza) i jednak tego małego człowieka powić wkrótce
powinnam, bo moje cielsko MA 29 lat, podoba mi się czy nie. I do tego bardzo
lubię małych ludzi i chciałabym być kierownikiem mniejszego stadka.

Że też ja się nie urodziłam jako
spokojny przeciętniaczek, tylko jako pomylony przeciętniaczek.

Będę się spełniać jako pisarka
niskonakładowych książek (10 egzemplarzy, więcej się nie sprzeda:), albo pracować
na 1/3 etatu w podmiejskim cyrku (mam swój ulubiony numerek, co nie AW?).

Albo dołączę do grona „nie wiem,
jak ona to robi”  jak Siostra czy Tajemnicza
Polka. Zobaczymy.

W każdym razie książkę dobrze i
bardzo szybko się czyta. Tak jak lubię.

ŻEGNAJ SMUTKU!

Wczoraj w żałobnym humorze, więc
jak dodam dzisiaj to 2 dni już naprawdę wystarczą.

Pan Boski pojechał, pomachałam,
popłakałam a teraz głowa do góry! Nikt mi w końcu nie kazał jechać na drugi
koniec Europy, więc nie widzę miejsca na długotrwałe fanaberie, przynajmniej
przez jakiś czas od teraz 🙂

Po pierwsze cieszę się, że tyle
czasu zainwestowanego w Pana Boskiego dało ten efekt, że od 1.1.06 jest naprawdę
w porządku i skarżyć się byłoby niegrzecznie.

Po drugie Sewilla to bajeranckie
miasto, podoba mi się jak mało które, a parę już widziałam, więc powinno
przybrać kolor pąsowej róży z radości.

Po trzecie, jeśli będę się
trochę starała, to nie ma siły, żebym się przez te parę miesięcy nie
podnauczyła hiszpańskiego na tyle, żeby sobie bardzo swobodnie porozmawiać i
jakoś te egzaminy zdać. Teraz umiem tyle, że przeżyję, kupię co trzeba,
załatwię w szkole, pogadam na ulicy, prawie wszystko zrozumiem jak ktoś mówi,
ale literacką pięknością lub biegłością nie powalam. Za 5 miesięcy zamierzam
ocierać się o powalanie.

Po czwarte, co prawda nadal nie
wiem czy pani ma słabą pamięć czy mnie po prostu okradła, ale… jeśli to
pierwsze lub ma jakieś logiczne wytłumaczenie to to naprawdę sympatyczne
mieszkanie i mam Internet więc też nie powinnam marudzić. Włączyłam sobie nawet
ogrzewanie w pokoju (które wydaje z siebie „zapachy” jak stara suszarka do
włosów, ale jest szansa, że przeżyję noc) co jeszcze bardziej podwyższa
standard mojego życia. Jeśli drugie to pomartwię się później.

Po piąte, słowo się rzekło
kobyłka u płotu. Nie mogę sobie babrać czasu tutaj złym humorem. Skoro w dzień
mam +19C
i będzie tylko lepiej!!?? A samo o sobie mieszkanie jest chłodne co za jakiś miesiąc
zacznę doceniać znacznie intensywniej niż teraz.

Czyli jeszcze raz: Żegnaj
smutku! Sio!
Teraz będę walczyć z uśmiechem a co więcej wygram.

Roma locuta causa finita!

GRANADA, CORDOBA i … ZOBACZYMY :(

Właśnie wróciliśmy z dwudniowej wycieczki
do Granady i Cordoby. Było bardzo fajnie, ale zacznę od końca. Po powrocie
miało na mnie czekać potwierdzenie, że zapłaciłam za pierwszy i ostatni miesiąc
mojej bytności w tym mieszkanku. No i czekało… ale tylko z 1 miesiącem, co mnie
jednak lekko zmartwiło. Może Pani zapomniała? Ale jakoś tak niemiło mi na myśl,
że zapomniała o 150 EURach. Może/pewnie??!!! martwię się bez sensu…bo my nie wydajemy
żadnych potwierdzeń pannom, które mieszkają w moim mieszkaniu. Ale chyba
bałabym się mniej gdyby nie było żadnego niż takie na połowę. Jutro będę
musiała to rozwikłać. Jeśli pani jutro przyjdzie. Nie lubię, nie lubię takich
rozmów, zwłaszcza w jeszcze bardzo-długo-nie-moim języku. Ale będzie trzeba. To
byłby cios gdyby okazało się, że w tak dobrze zapowiadającym się mieszkanku
pani miała słabą pamięć.

Ale, jak głosi tytuł byliśmy na
wycieczce w Granadzie – od czwartkowego popołudnia do dzisiaj rano, a potem w Cordobie.
W Granadzie jest piękna Alhambra, o której jeśli masz ochotę możesz sobie
poczytać tutaj:  http://www.budowle.pl/budowle/opisy/alhambra.php ,
za to w Cordobie jest przedziwna katedra, która kiedyś była ogromnym meczetem,
fajne zdjęcia z obu miast możesz znaleźć na tej stronie:  http://zyskxp.math.uni.lodz.pl/public_html/images/hiszpania2003/HTML/index7.html

Znowu wydałam jakieś pieniążki korzystając
z ostatnich dni "rebajas". A tu jak się przecenia to z rozmachem, rzędu z 39 EUR
na 6 więc myślę, że było warto. I w ogóle było fajnie. Pan Boski nadal był sympatyczny
i gołębiowaty (musi być chory to już 2 miesiące). I wcale się nie kłóciliśmy,
choć 2 z 3 możliwych razy wpadliśmy na dworzec 5 minut przed odjazdem autobusu:))

Ale tak się boję, że pani chce
mnie trochę jakby…, że mi smutno i wcale mi się nie chce nic opisywać,
przepraszam:( Pewnie jeszcze wrócę do tematu… przede wszystkim do zabawnych hosteli w Hiszpanii.

Do tego już jutro Pan Boski wraca do
Pragi i zostanę tu sama jak palec. I już się boję. Bo kto mnie obroni? no kto?

Boję się to chyba słowo, które
myślę najczęściej jak jestem sama. Pisałam już, że nie cierpię nigdzie jeździć a
najchętniej przybiłabym się do jakiegoś miejsca i tak została? Tak? No to
jeszcze dużo razy napiszę!

Pesymistyczna, przestraszona
Agradabla.

P.S.
Ja wiem, że jutro będzie lepiej.
Ale teraz boję się bardzo i idę się tulić ;(((
póki mam do kogo 🙂

P.S.
Kapie woda 😦 ide skoczyć z okna, o! 🙂

MIESZKANIE II i inne opowiadania…

Jak widać po godzinie wpisu
wygląda na to, że będę miała Internet w mieszkaniu. Oczywiście nie u mnie w
pokoju, to byłby szczyt szczęścia… ale w „dużym” (który jest malusieńki), ale
jakby tak było na stałe a nie tylko dzisiaj to byłabym bardzo, bardzo
szczęśliwą osóbką. Co do mieszkania to nadal mam wrażenie, że to dobry wybór. Nie
wiem jeszcze z kim będę mieszkała, może z jakąś Włoszką, ale „nasz” pokój jest
tak przestronny w porównaniu do tego w Salamance, że jest szansa, że nie będziemy
sobie wchodzić w drogę. Oczywiście mogłam szukać mieszkania dłużej, ale
widziałam sporo ofert i większość była cenowo nieosiągalna, przy założeniu, że
chce jeść. A CHCE! Powiem więcej na stołówce na Ekonomii już mnie znają, bo
każe sobie opisywać każde zdanie zanim coś wybiorę. A potem krzyczą” Ełła już
gotowe!”

Z tych, które dały się znieść
finansowo (czytaj do 200 EUR + opłaty) byłam w 3 mieszkaniach, 4 pokojach.
1. to w którym mieszkam: 5
pokoi, 2 łazienki, kuchnia, pralnia. 2 pokoje zajęte jako pracownie malarskie
właścicielki i jej koleżanki. W kolejnym mieszka Rebeka – Hiszpanka, pani
architekt, której jeszcze nie widziałam. Jest pokój z telewizorem a dziś
również z WiFi no i ten duży w którym mieszkam ja z Panem Boskim do niedzieli a
następnie z Ktosią. 150 EUR + światło. Przed oknami ogród z ogrodnikiem,
portiernia, dywan na schodach a raz w tygodniu generalne sprzątanie łazienek i
kuchni w cenie.
2.,3 pokój, mieszkanie 4
pokojowe. W jednym właścicielka o kulach, w drogim właścicielka (ta sama) z
papieroskami przed telewizorem, 2 pokoje jak cele więzienne. Kuchnia i łazienka
w stanie lekkiego nieładu. Trochę bym się tam bała. 200 EUR + opłaty.
4. Pokój w mieszkaniu studenckim
z kotem. 4 pokoje. Ludzie wydawali się bardzo sympatyczni, weseli otwarci. Kot –
przepiękny. Czystość jak to w mieszkaniu studenckim, tylko cały blok tak
dziwnie śmierdział. No i mój potencjalny pokój – miał być początkowo chyba
garderobą, bo wielkością przypominał średniej wielkości kamerlik w nowym
budownictwie (coś jak ten przy drzwiach u Państwa M. w Pradze) tyle że z oknem…
prowadzącym…. na kuchenny oszklony balkon. Drzwi wsuwane do ściany, bo na inne
nie ma miejsca.
Kotka i wielkość pokoju pewnie
bym przeżyła. Zapewniony rozgardiasz, bo niby nie imprezują niestale, ale aż im
się oczy świecą, pewnie też. Ale okno do kuchni to trochę za dużo nawet jak na
mnie… nawet za 165 EUR + światło.

A więc wybrałam luksus "we dwoje".
Mam nadzieję, że ta do pary będzie fajna.
XXX

Na inne opowiadania nie ma czasu
bo Pan Boski uważa, że jestem jeszcze
małą dziewczynką i MUSZĘ już iść spać (tylko bez grzesznych myśli, śpi sam bo
by się nie wyspał)

No a jutro – już dziś, chyba do
tej Granady a potem Cordoby. Więc powinnam odezwać się jutro wieczorem. Powinnam jeszcze coś pozałatwiać na Uniwerku, ale Pan B. chce jeżdzić, tak długo był cierpliwy z załatwianiem, ze i ja muszę się powstrzymać i poczekać do przyszłego tygodnia z dorejestrowaniem się tam gdzie należy.
Przeczytałam fajną książkę to napiszę jaką. Dobranoc!
Oj jak mi smutno będzie bez niego 😦
XXX

Aaaa1 wygląda na to, że działa mi skype, dzisiaj mówiłam z Pania I. i Panem M.!!!
XXX

Aaaaa2 i zakupy dziś (wczoraj:) zrobiłam –
jakoś trzeba zacząć to bezrobocie: płaszczyk wiosenny, bluzkę (mango), spodnie (BT) i
niespodziankę dla Siostry (Zara) (niestety płaszczyka nie było). Nadmienię, że spodnie w Benettonie to 6 EUR…a inne ceny podobne… więc
zaszalałam. Jak ja lubię wyprzedaże! Ach…

TELEPORTACJA

NIEDZIELA

Po pomyślnym zakończeniu teleportacji na trasie PRAHA – MADRYT podjęliśmy trudną decyzję o zakupieniu biletów na najdroższy pociąg na świecie (jedyne 67 EUR/os) i po 2,5 h dotarliśmy do Sewilli. (Alternatywą był autobus za 25 EUR… który jedzie 7h)

Na dworcu w poszukiwaniu mapy natrafiłam na punkt  informacji turystycznej, gdzie Pani zaproponowała nam Hostel Makarena (przede mną sprzedawała hotel jakieś dziwne autobusy wycieczkowe i wszystko możliwe jakiemuś małżeństwu na tyle długo, że zmartwiony Pan Boski przysłał mi smskę czy mnie przypadkiem koza nie zjadła). Byłam nieomal przekonana, że hotel będzie „fantastyczny”, bo jakoś za szybko wpadła na pomysł z Makareną. Ku naszemu OGROMNEMU zdziwieniu hostel jest czysty i MA OGRZEWANIE (jest 1C i pada, więc to dość istotne) a to wystarczy, żeby stwierdzić, że jest zupełnie odmienny od wszystkich, które dotąd widzieliśmy w Hiszpanii. Czyli fajnie. Jadąc autobusem (oczywiście nie wiedząc ile niby przystanków mamy jechać) siedziałam koło ok.100 letniej staruszki, która miała wielką potrzebę gadania. Po jakimś czasie zorientowała się, że Hiszpanką nie jestem (podejrzewam, że tak po 2 wyrazie) i stwierdziła, że mnie WCALE NIE ROZUMIE. No dobra, nie mówiłam, że jestem bogiem z hiszpańskiego. Po ok. 2 min potrzeba komunikowania przeważyła i zaczęła mnie rozumieć w wyniku czego dowiedzieliśmy się kiedy musimy wysiąść z autobusu. Powiedziała, że po hiszpańsku mówię już dobrze. Teraz muszę tylko swoje znajomości ¨"zmodyfikować". Hmmm no byłoby ciekawe mówić jak Pani z przepięknym andaluzyjskim akcentem. To tyle o drodze.

Jutro – czyli w poniedziałek, musimy znaleźć uniwersytet, który jest wszędzie…i dokonać aktu wpisania mnie na listę studentów, co jest konieczne, żebym nie musiała zwracać kasy za studia. Poza tym muszę zapisać się na hiszpański dla obcokrajowców, zarejestrować się na policji, wybrać operatora telefonii komórkowej,  wpisać nowy numerek na ogłoszenia, że szukam i zacząć szukać mieszkania na następne pół roku. Brr jak już znajdę to mieszkanie największym problemem stanie się przeżycie za fantastyczną sumę 320 EUR miesięcznie a za 6 miesięcy zdanie egzaminów. Ale krok po kroku. Teraz umieram na myśl o znalezieniu mieszkania.  Czy już kiedyś pisałam, że NIECIERPIE PODRÓŻOWAĆ, tylko jakieś fatum posyła mnie po świecie!!!

Bardzo się cieszę, że Pan Boski jest tutaj ze mną bez niego bardzo bym się chyba bała bardzo bardziej. A tak niby i tak cały czas muszę gadać ja, ale mam choć komu powiedzieć, że się boje. O! w tym właśnie celu mam Pana Boskiego (też)

PONIEDZIALEK / WTOREK

Zapisalam sie na Univerku, jest najpiekniejszy na swiecie, oczywiscie. Cala Sevilla tez jest najpiekniejsza.

Oczywiscie czesc przedmiotow, ktore mam w planie studow juz nie istnieje, albo byla w pierwszym semestrze, takze bede musiala swtorzyc plan studiow jeszcze raz.

Zobaczymy co wybore. Znalazlam nawet jakis jeden malutki przedmiot po angielsku.

Nadal poszukuje mieszkania. Na razie bylam w jednym. Jest tanie, jest piekne, ale musialabym dzielic pokoj z kims innym… jedyna wada nie wiem czy ja zniose. Ide zobaczyc jeszcze 2 i wieczorem zdecyduje. Ale jest na prawde sliczne tuz obok jednej z czesci uniwersytetow gdzie bede chodzila. Bo bede chodzila na 2 lub 3 katedry. Przemysle.

Internet mam w szkole, moze czasem sie dorwe. Szkoda ze karte studenta dostane… za miesiac. Tu wszystko jakby powolutku.

Ban Boski jest boski. Jest pomocny i niemarudny w kazdym wzgledzie. Czyli golebie juz drugi miesiac.

Buziaki! Mam nadzieje, ze szybko znow dorwe sie do Internetu… PB ma jakies opory w tym wzgledzie, ale zobaczymy. W domu raczej nie bede miala.

W kazdym razie zyjemy. I to dosc przyjemnie. W nocy zimno jak diabli ale w ciagu dnia nawet +19.

Slyszalam o Chorzowie… bardzo mi przykro.

Do przeczytania:)