CO MNIE ZASKOCZYLO?

1. przyzwyczailam sie, ze w swiecie informatykow jestem jednym ze starszych obiektow. Nie na tej konferencji. Mysle, ze conajmniej polowa ludzi wokol mnie jest starsza. Czuje sie taka mloooda:)

2. wszyscy (no tak 90%) maja iphone albo blackberry, czasem zdarza sie palm albo podpomnie wielki telefon, ale tradycyjnego telefonu chyba nie widzialam. Dwoch Finow mialo wielkie Nokie, reszta czyta maile

3. swiat zwariowal na punkcie facebooku i twittera. Przygotujcie sie, niedlugo dotrze do nas.

________________

wczoraj pierwszy raz w USA sie troche balam. Zeszlismy tak 2 ulice nizej niz zwykle i okazalo sie, ze tam juz biali nie chodza. Przedzieralismy sie miedzy skupinkami meksykanskich narkomanow i afroamerykanow dyskutujacych o czyms niezwykle waznym. Pani ze spokojem wbijala sobie do zylki wspomagacz jak przechodzilismy obok. Zawsze mieszkalam w jakiejs dziurze obok wielkiego miasta, teraz widze, ze mozna czuc sie dziwnie jak czlowiek wpadnie do niewlasciwej dzielnicy.

EXPO

To takie dziwne, ciche expo. W hali wystawowej sa tylko monitory i ludzie, ktorzy chetnie wytlumacza co sie na nich dzieje.

Ze wzgledu na klimatyzacje jest tak okropnie zimno, ze chyba mam goraczke. Postanowilam, ze skoro nie moge z tym niz zrobic to chociaz bede to ignorowac. Dzisiaj czekaja mnie jeszcze 3 wyklady glowne i z 3 mniejsze. Jakosc rozna: czasem sa fajne, ale takie jakies niedoglebne, a czasem zbyt ograzkowe jak na moje potrzeby. Amerykanie nie boja sie wystepowac publicznie wiec zawsze jest duzo pytan. W kazdym razie ciekawe doswiadczenie. 

Z KONFERENCJI

Za 2 min zacznie sie kolejna prezentacja. Tym razem prowadzi ja pani z Linkedin. Rano sie poswiecilam i zamiast isc na ciekawy wyklad o tworzeniu prezentacji poszlam na uzyteczne warsztaty na temat SEO. Tak tak jak ktos chce byc technikiem w swiecie technikow trzeba sie uczyc.

Jak do teraz wszystko gra. Poza hiperatywna klimatyzacja, mam juz zmarzniete wszystkie kosci.

San Francisco jest przepiekne. Mieszkalam w Kaliformi pol roku ale jakos nigdy tutaj nie dotarlam, az wstyd. Mysle, ze po bezkonkurencyjnym NY bedzie to moje ulubione miasto.

Wczoraj bylismy sie napchac w China Town a dzis chyba bedzie wloskie jedzenie. Boski znalazl przefajny (i dosyc tani) hotel w starej dzielnicy Nobe Hill (chyba tak sie to pisze) i dobrze nam tak. Schody sa waskie a winda dziala po zatrzasnieciu kraty, jak na filmie.

Czeka mnie bardzo intensywne pare dni. Taki maly internetowy uniwersytet w pigulce. Czasem trzeba tylko wiedziec o co nam tak serio chodzi, reszte da sie zalatwic.

CALIFORNIA

jedziemy na poludnie wzdluz wybrzeza, bylismy w Santa Cruz, Monterey a pisze z Carmel. Jest cieplo, ale nie goraco. Jadlam ulubione chipsy Doritos, wypilam absolutnie najlepszy na swiecie sok z warzyw i chicket burrito supreme v Taco Bell, jestesmy w Ameryce.

Pan Boski udaje, ze za chwile umrze z glodu (nie zjadl tony chipsow, tak jak ja:) wiec musze uciekac. Pozdrawiam goraco 🙂

KOLIBRY ZAMIAST BRYCEu

Nad pokazaniem zdjec z Bryce National Park jeszcze sie zastanowie, bo w wyniku wojny swiatow robil je Pan Boski. Slonca byl tak duzo, ze sporo zdjec jest przeswietlonych + odwalilismy taka koncertowa klotnie, ze Rodzice PB powiedzieli, ze gdybysmy sie chcieli rozwiesc, to oni nie beda nam przeszkadzac. A dlaczego byla ta wojna? bo Pan Boski mial wlasnie faze mowienia mnie i Matyldzie co mamy robic (w jakiej kolejnosci wstawac, co jesc na sniadanie itd) w tym jak mam robic zdjecia, bo on wlasnie zjadl wszystkie rozumy  tym czasie. W koncowym efekcie 2 dni pozniej po klotni zostalo tylko wspomnienie, ale zdjecia w Grand Canonie i Bryce Canyon robil on:) i nie sa takie ladne jak moje, o! :))) A te tutaj koliberki udalo mi sie uchwycic dla potomnosci dzien wczesniej, obok motelu w ktorym spalismy. One tak szybko poruszaja tymi skrzydelkami, ze to nie bylo to latwe zadanie:)