Wczoraj byłam na wystawie Barrocos y neobarrocos. Szalona, zupełnie szalona.
Muzyka, doskonale dobrana. Sama wystawa bardzo interesująca, myślę, że dobra, ale na prawdę nie dla każdego. Chyba jednak przed obejrzeniem człowiek powinien poznać chociaż główną myśl contemporary art, żeby był w stanie się na to patrzeć.
Dla mnie doskonała intelektualna zabawa. A że głowa trochę boli, jak się pomyśli, że daną rzecz doprowadzimy do absurdu to właśnie taka jest. Ale ona taka jest.
Moje koleżanki (średnia wieku 19 lat) mało co się nie porzygały i nie uciekły ze strachu. Jedyna część wystawy, która na prawdę im się podobała to ta, która pokazuje przemiany Michaela J. z człowieka, aż do momentu w jakim znajduje się teraz.
Szkoda, że sztukę nie za bardzo da się oddać słowami. Wystawa była szokująca, ale myślę, że doskonale przygotowana. Niestety nie mają własnych stron internetowych (przynajmniej takich o których bym wiedziała). Świetne instalacje – przede wszystkim wideoinstalacje ale i inne. Nawet z mojego – technokratycznego- jak mówi Zuzia, ale przecież jednak (dzięki niej) troszeczkę wyedukowanego w tym kierunku punktu widzenia była szalenie interesująca.
Muzyka- niezwykle nowoczesna, wyśmienicie dobrana, ultranowoczesna, szokująca. Jednocześnie chciało się uciec, żeby to w końcu się skończyło, ale i zostać, ciężko było się ruszyć, żeby przejść do następnego obiektu. Nie wiem, czy krytycy podzielają moje zdanie na temat wystawy, ale ponoć tak.
W efekcie ja zostałam rzucona na kolana (naprawdę wystawa była fascynująca) a koleżanki, które nierozważnie wzięłam ze sobą, twierdzą, że następnych 5 lat będą się im śnić koszmary. Jedna z nich, Szwajcarka chce studiować historię sztuki??!! Najprawdopodobniej skończy na modern art a potem już nic. Albo będzie jednym z wielkich krytyków. Zobaczymy… gorąco polecam.
Salamanka: Domus Atrium 2002