CZASY SZCZUPŁYCH ODCHODZĄ DO PRZESZŁOŚCI

Dziś ciekawostka z gatunku moich obserwacji „młodego
pokolenia”, która mam okazję poznawać w domowym i przydomowym akwarium
(szkole).

Od wielu miesięcy wszyscy mamy możliwość śledzenia w
prasie, książkach i na Internecie, że wielkim problemem społeczeństwa świata
zachodniego a powoli i naszym, staje się nadwaga jego obywateli. Powstaje wiele siłowni,
gazet z cudownymi dietami i organizacji takich jak „Weigth watchers” , których
celem jest powstrzymanie tego niekorzystnego procesu.
Obserwacja narybku, który jest moim obiektem badawczym, prowadzi
do smutnego konstatowania, że jeżeli
już teraz nie podejmiemy drastycznych kroków
przeciwko aktualnemu stanu rzeczy, a nie podejmiemy, czasy pięknych i
szczupłych „uz se nevrati”.

Mam porównanie. Zdecydowana większość moich koleżanek z
Polski i Czech (tu myślę przede wszystkim o Polkach, ale i o Czeszkach powyżej
23 roku życia) to osoby szczupłe, żeby nie powiedzieć chude. Ja również się do
nich zaliczam. Wszystkie jemy mniej więcej normalnie, tzn. regularnie, ze
smakiem, zróżnicowane jedzenie, żywimy się albo w domu albo na mieście, ale nie
oszczędzamy na jedzeniu, bo też nie ma powodu, a od czasu do czasu walniemy
sobie czekoladę w całości, albo najemy się jak młode prosięta (co może na
piśmie potwierdzić moja rodzina).
Generalnie jednak obowiązuje zasada, że jemy
tyle na ile mamy ochotę, a nie tyle ile uniesiemy.

Obserwując moje koleżanki (zwłaszcza) z Niemiec,
Holandii, Belgii, Anglii !!!, mam wrażenie, że one jednak jedzą tyle
ile uniosą. W efekcie, tak mniej więcej co drugi wieczór, kiedy wybierają się
na zabawę, która obowiązkowo nie zaczyna się przed godziną 24:00, mam okazję
oglądać prawdziwą rewię brzuchów wylewających się z ciągle modnych biodrówek. Panienki
wciśnięte w obcisłe bluzeczki, przyozdobione wielkimi kwiatami, wyglądają
zazwyczaj jak baleron w siatce. Jedyną ozdobą są biusty, zwykle poważnych
rozmiarów, które również wypadają z wyżej opisanych bluzeczek. Zastanawiam się,
czy panny martwią się po nocach swoja ewidentną nadwagą lub skłonnościami, czy
rzeczywiście jest tak jak mówią, że „kochają swoje ciało” (a mają co kochać!). Na szczęście w tej
sprawie udaje mi się konsekwentnie unikać jakichkolwiek pytań czy komentarzy, bo to
jednak delikatny temat, zwłaszcza w ustach starego chudzielca.

A proszę pamiętaj, że moje Polskie koleżanki mają już
bliżej 30-stki, niektóre są szczęśliwymi matkami, a te tutejsze często nie
przestały mieć naście lat…
Jednocześnie te Angielki, Holenderki itd… codziennie
chodzą do siłowni, aby następnie zjeść 2 pizze na raz. I po co?

I jeszcze jedno. Ja rozumiem, że człowiek ma swoją wagę optymalna, zależną od wieku,
ja na przykład teraz ok. 54 kg,
a ktoś tam 60, czy 65 i wiem, że w wielkiej mierze genom zawdzięczamy to, jak
wyglądamy. I że osoba, która waży 60
kg, ale ma piękne, wysportowane ciało wygląda niebo
lepiej niż 45 kg
anorektyczka. Problem w tym, że one tego wysportowanego ciała nie mają i zda
się, że mieć nie będą, bo to wymaga samodyscypliny. Mają za to auta, pod ręką
puszkę piwa i chipsy (które mimochodem uwielbiam w każdej ilości:) a sałatki
uważają za truciznę. Dodatkowo wszystkie są tak samo grube, więc pewnie dlatego,
nie wydaje im się to niezwykłe.
Reasumując obawiam się, że tendencja
zwiększania się przeciętnej masy ciała będzie trudna do zatrzymania, a do tego pewnego
dnia, one wszystkie będą miały dzieci, a potem to już chyba nawet do auta
będzie
się im trudno wchodziło. Ale psss… to tajemnica, której nie mogę im zdradzić.

Leave a comment