REAL ACADEMIA DE LA LENGUA ESPAŇOLA

W Hiszpanii działa szacowny organ
pod wdzięczną nazwą Real Academia de la Lengua Espaňola.
Owa akademia ma tyle członków
ile liter w alfabecie, a w jej skład wchodzą literaci, językoznawcy, poeci itd.
Członkowstwo jest dożywotnie a przy wejściu dostaje się literę, która jest
potem przypisana delikwentowi do końca życia. Czyli „G” umiera, Ty zostajesz
uznany za godnego i już zawsze jesteś „G”, że się tak wyrażę. Akademia ustala
wszystko co potem obowiązuje w języku hiszpańskim, czyli tzw. oficjalną wersję
języka hiszpańskiego, także jak się coś nie podoba, to do nich napisać należy,
może „C” albo „N” Ci odpowie 🙂
Także, dzisiaj dydaktycznie
napiszę jakie dźwięki wydają z siebie, zgodnie z zasadami RAE, hiszpańskie
zwierzęta, dla ułatwienia od razu napiszę z polską wymową, nie każdy ma
obowiązek wiedzieć, że na przykład c się zazwyczaj czyta k itd.

Koń i muł In

Kura „Klooo-klooo
Kogut „Kikiriki
Kot „Miau” (jeden normalny)
Zdenerwowany kot „Fuuuu” (to musieli goście debatować:)
Świerszcz „Kri- Kri
Owca i owiec „Be
Ptaszki „Pio, Pio
Pies „Huau
Byk i krowa „Mu!” (też normalne, o dziwno:)

Zwierząt mi wyszło jakoś mało,
więc kontynuujemy lekcję codziennego hiszpańskiego:
Dźwięk symbolizujący:
mówienie – bla
bla
” (cała prawda, zwłaszcza względem moich koleżanek)
spanie – „zzzzz
chrapanie „rrrrr” (jakoś inaczej chrapią, nie?)
kapanie wody „plop” (
no comments)
picie „gluglu
jedzenie ”miammniam
bicie serca „taktak
duży wybuch „puum” (no, przerażający)
jak przewracają się dzieci „pumba” (na to bym w życiu nie wpadła)

No dobra już nie męczę, tylko
strasznie zabawny wydaje mi to, że tak szacowna, było nie było akademia,
zajmuje się tak istotnymi zagadnieniami jak dźwięki wydawane przez ptaszki. Ale
w Hiszpanii najlepsza posada to posada państwowa – pracuje się od 8 do 15 i
dostaje stosunkowo wysokie wynagrodzenie, jak twierdzą tubylcy. Więc może z
braku lepszych pomysłów panowie zajęli się istotnymi zagadnieniami:)

P.S. I
Właśnie skończyłam czytać
„Małego księcia”, a konkretnie „El Principito”. Zupełnie po hiszpańsku i
zupełnie normalną książkę, nie tam żadne uproszczone wydanie dla przygłupich
zagramaniczniaków (które, nawiasem mówiąc, czytam w ilościach pół-hurtowych,
bo łatwe, a mogę pooszukiwać sama siebie, że jednak się trochę uczę:). W
podstawówce czytałam tę książkę po polsku, więc wiem, że to co przeczytałam
odpowiada temu co jest napisane:). Huraaa!

A teraz czekam, aż Panny wybiorą
się na imprezę, a ja sobie wywietrzę salon i będę mogła zacząć „łapać fale”,
czyli próbować przekonać Internet, żeby pracował (niestety działa tylko tam).

P.S. II
Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem upierdliwa, ale widok grona pewnych
siebie osiemnastolatek siedzących wokół stołu,
palących
jednego papierosa za drugim
iiiii grających w DOMINO naprawdę mnie rozwala.
Niestety, nadal nie widzę
koniecznych do przeżycia postępów w ślepnięciu. Ale pracuję nad tym usilnie,
słowo!

Leave a comment