WIKINGÓW STWORZYŁ PÓŁNOCNY WIATR

To zdanie najczęściej powtarzamy
sobie, z moim najlepszym przyjacielem, jak już jest mam bardzo źle. Czasem z
jakiegoś powodu, czasem „bo zielone”. U mnie dzisiaj raczej zielone, ale muszę je sobie powtarzać bardzo intensywnie. Nadal (k..) nie ogłuchłam i nie oślepłam.
Może ktoś ma jakiś pomysł na przeczekanie a najlepiej zakończenie burzy myśli
kłębiących się w mojej głowie? Despues de la tempestad viene la calma (po burzy
przychodzi cisza). Tylko tym razem ta "tempestad" jakaś długa…

W środę, przed niedzielnym
wyjazdem tutaj, byliśmy z kolegą oddać bilety do teatru, bo przedstawienie było
przeniesione, na termin w czasie którego ja miałam już być w Salamance. Jacyś
tacy byliśmy zagadani, więc pierwsza do okienka kasy udała się przedziwna para:
Pan, z gatunku hipisowatych, ale na wózku inwalidzkim, i malutka, karłowata
Pani. Byli uśmiechnięci, szczęśliwi po prostu. Fajnie było się na nich patrzeć
i oni wiedzieli, że w naszym patrzeniu nie było ani odrobiny współczucia,
którego oni w najmniejszym stopniu nie potrzebowali. Byli dla siebie całym
światem i byli zadowoleni z życia. Byli piękni. Popatrzyliśmy się na siebie z
kolegą, on – wysoki, było nie było (mam nadzieję, że nie czyta:) atrakcyjny
brunet, dobrze ubrany, z kochającej rodziny, szczęśliwie zakochany, zdrowy jak
koń, bez żadnych konkretnych problemów.
Ja, podobnie, nienajgorzej ubrana, zdrowa, po prostu normalna. Popatrzyliśmy
się na siebie i uśmiechnęliśmy się. My mamy problemy? Taaaa, mamy bo je sobie
wymyślimy. W porównaniu do nich nie mamy prawa mieć problemów, nawet myśleć, że
je mamy. Mamy wszystko; zdrowie, przyjaciół, rodzinę, pracę. To o czym ja tutaj
w ogóle piszę???

Czasem na jednego z nas
przyjdzie „zielone”. I wtedy ten drugi chodzi na czubkach palców i przekonuje,
że ten „zielony” jest strasznie ważny i dobry i mądry i na pewno wszystko co
wydaje mu się ważne, wyjdzie akurat tak, jak ma być. Siebie odsuwa na dalszy
plan, bo rozumie, że akurat dzisiaj, jego "ego" nie ma znaczenia. I po jakimś czasie ten
„zielony”, nawet jako nieszczęśliwy posiadacz jakiegoś problemiku, zaczyna
uświadamiać sobie, że wszystko jest OK. A świat traktuje akurat nas naprawdę
dobrze, ta burza jest w rzeczywistości tylko przelotna. Także dzięki Diable, za
dzisiejsze (piątkowe) popołudnie. Byłeś taki, jakiego potrzebowałam:) A Wikingów
stworzył północny wiatr, zimny, ale można iść dalej, więc wszystko będzie OK. Jak
to będzie? Co ja piszę? jest OK.

Szkoda, że Pan Boski ma poważne
problemy ze zrozumieniem istoty „zielonego”…

Leave a comment