Z CYKLU ROZKOSZE CIAŁA – NAKLÁDANÝ HERMELIN

Przed chwilą rozmawiałyśmy o
jedzeniu. Jutro (już dziś:) będziemy razem przygotowywać uroczystą kolacje, bo w niedziele
panny się nudzą (ja się tam nie nudzę, ale nie będę się wychylać:)
I przyszło.
Jejku, jak strasznie chciałabym
zjeść nakládaný hermelin! (dla niewtajemniczonych to tradycyjne
czeskie „danie”, taki ser pleśniowy,
który w wielkim skrócie: najpierw topi się razem z przyprawami na kilka dni w
oliwie, a potem jest niesamowicie pyszny).
Rozkoszowałabym się każdym kęsem
sera z dodatkami i chlebkiem, no dobrze, niech już będzie zupełnie po czesku,
kminkowym. Powolutku, żeby nie stracić ani odrobiny smaku.
5 tygodni! Chyba zacznę liczyć
dni do hermelinu:)
Generalnie
nie jestem entuzjastą czeskiej
kuchni, bo jest dla mnie za tłusta, ale nakládaný hermelin po prostu uwielbiam.
Jak jesteśmy w knajpie w porze nie obiadowej, zamawiam go nieomal zawsze. No
chyba, że idziemy do „U knihovny” wtedy jemy tradycyjne kalmary.
Ale w innym wypadku hermelin.
Zawsze i wszędzie. Pycha!
Nie myśl sobie, że hermelin
zawsze smakuje tak samo! O nie! w każdym miejscu, knajpce, barze, restauracji,
w każdym domu, smakuje inaczej. Czasem jest bardziej paprykowy, czasem
pieprzny, nierzadko czosnkowy albo cebulowy. Nieomal zawsze doskonały. Bez mała
zawsze w miłym towarzystwie i po przystępnej cenie. Jedyne czego nie polecam po
posileniu się tym specjałem, to namiętne pocałunki…no chyba, że obydwoje
jedliście hermelinek, wtedy nie ma problemu. Z resztą komu ja to piszę? Sam/a
wiesz doskonale:) To ta nostalgia:)
Ja nie wiem, jak to możliwe, że
w Salamance nie można kupić hermelinu???
Czy ktoś mi może przysłać
hermelin w słoiku? Najlepiej dzisiaj! Expresem!!!
Prosím, prosím…

P.S.I
To jest zawsze zabawne, że
daleko od domu człowiek tęskni za jedzeniem. Niby mógłby zrobić podobne, albo
takie samo. Ale to nie to samo. Już nie mówiąc o tym, że Hiszpanie też mają
kłopoty z rozróżnieniem weku/angielki/francuza (możesz wybrać terminologię
używaną u Ciebie w domu) od chleba.


P.S.II
A o daniach Wigilijnych to już
lepiej pisać nie będę. Te pierogi, uszka, zupa grzybowa…już niedługo i w Polsce! Fajnie!!!

Leave a comment