TAKI ZWYCZAJNY MAILIK… A TYLE MYŚLI

W niedziele wieczorem dostałam
miły e-mail z Pragi. Taki normalny, ciepły e-mail opowiadający o
tym co się dzieje u tej osoby, która pisała, u wspólnych znajomych, na co powinnam się cieszyć, co mnie może zaskoczyć. Bardzo sympatyczny.

I zaczęło mi się tęsknić. Za
Panem Boskim, rodzinką tuż za granicami, wszystkimi znajomymi, moimi Polkami i znajomymi
z pracy. Nawet za pracą – nieomal już nie moją.

Znów zaczęłam się zastanawiać „co
ja tutaj właściwie robie”? Już za późno na takie wygłupy! Już powinien być dom,
może dziecko, albo choć jakieś konkretne plany. A ja nie umiem przestać szaleć,
szukać, błądzić, przestać być ciekawa co jest za tym i tamtym rogiem. Po co mi
doktorat? Nikt normalny nie pisze doktoratu dla przyjemności i to z dziedziny,
której raczej nie będzie wykorzystywał w życiu zawodowym. A mnie się wydaje, że
przyda
się wszystko.

Tak jak niektórzy chomikują
różne rzeczy, ja zbieram doświadczenia, znajomości, dziwne odczucia, krajobrazy,
reakcje, spostrzeżenia, doświadczenia, myśli. I wszystko ma mi się kiedyś
przydać. Zawsze myślę, jeszcze ten jeden jedyny raz, ostatni. A potem będę jak
wszyscy, będę mądra, zacznę żyć jak Pan Bóg przykazał, na jednym miejscu, w
jednym kraju, w jednym mieszkaniu. Zacznę myśleć o rodzinie, przestanę
oczekiwać, że w życiu ciągle coś się zmienia. Tylko, że jak przychodzi nowe
wyzwanie, nowa zabawka – jak teraz stypendium, znowu nie umiem powiedzieć: dość! Zacznę?

A wczoraj ten mailik, taki domowy,
spokojny uświadomił mi znowu, że mimo iż z pewnością poznając nowe miejsca i
światy wiele zyskuje, sporo
też tracę. Że bardzo, ale to bardzo chciałabym mieć
jakieś miejsce na świecie, które byłoby MOJE. Oczywiście myślę o tym nie po raz
pierwszy, właściwie całe moje życiowe wiuchanie po świecie jest w pewnym sensie
substytutem tego swojego miejsca. Ale już czas. Bardzo bym chciała, żeby się
udało. Żebym po raz ostatni była daleko i jechała jeszcze dalej, bo czeka mnie Sewilla, tak trochę bez głowy, w poszukiwaniu szczęścia, w
oczekiwaniu co przyniesie następny dzień. Tylko czy nie wydawało mi się/ nie
marzyłam podobnie przed każdym poprzednim wyjazdem?

Wydawało, marzyłam. Czas pokaże.

Leave a comment