Jak go teraz czytam to wydaje mi
się, że można odnieść wrażenie, że jestem niezadowolona, albo smutna. Nie, nie
jestem. Wszystko dzieje się raczej zgodnie z oczekiwaniami. Fakt, nie
wiedziałam, że jadę do szkoły dla młodych, głównie holenderskich i
szwajcarskich snobów, ale poza tym jest tak, jak miało być. Przyjechałam tutaj,
żeby się uczyć, a nie prowadzić deliberacje. No dobrze, może jestem trochę
zaskoczona okolicznością, że znam konstytucję francuską lepiej od Francuski, albo, że mój
bardzo sympatyczny nauczyciel hiszpańskiego, wykształcenie wyższe, nigdy nie
słyszał o tym, że autostrady mogą być nie tylko asfaltowe ale też i betonowe. I
mało się posikał z radości z takiego nowatorskiego odkrycia. Ale u mnie to jest
wynik tego nieustannego patrzenia, a on może do życia podchodzić inaczej.
Naprawdę uczę się języka,
nieomal bez uczenia. Czyli tak jak lubię. To jest ważne. Jak to zwykle ze mną, piszę
beznadziejnie, mieszam czasy jak mówię, robie błędy w końcówkach, ale po 8
tygodniach nauki potrafię się rozsądnie dogadać. Na przykład właśnie wróciłam z
kina, w którym byłam na hiszpańskim, trudnym, zakrawającym na psychologiczny,
filmie. I rozumiałam nieomal wszystko. I o to właśnie mi chodziło. (Nawiasem
mówiąc polecam, tytuł oryginalny „Princesas” – Księżniczki. Nie jest przesadnie
ciężki, nie jest tkliwy, raczej w nowoczesnej konwencji takiej akurat pasującej
do problemu prostytucji, narkomanii, AIDS, ale sympatyczny, pogodny, bez
ronienia łez, choć smutny. Taki film, który się pamięta).
Zmieniałam grupę i
muszę się nauczyć 9 w sumie nowych czasów + wszystkie kombinacje, mowy zależne
itd. więc będę miała co robić jeszcze z półtora tygodnia albo i więcej. Ale cieszę się, bo lubię mieć coś do roboty.
Ten wczorajszy wpis wynikał również
z tego, że jestem raczej pracoholikiem, zwykle spędzam w pracy dużo godzin i to powiedziałabym z radością, więc to co tu się dzieje to taki lekki szok kulturowy. Poza
tym już trochę tęsknię.
Reasumując, pobyt w Salamance z
pewnością nie jest stratą czasu, wyjazdy polecam wszystkim, którzy muszą szybko nauczyć
się jakiegoś języka, ale inna sprawa, że w porównaniu do dnia mojej Siostry nie
robie nieomal nic. I to głównie chciałam napisać wczoraj.
P.S.
Butów ciągle niet. Chyba będę musiała
kupić sama, bo się rzeczywiście nie doczekam stanu, w którym ktoś rozsądny będzie
mógł mi poradzić. A buty nie są zimowe więc mogą zniknąć. Także może jutro…przed wieczornymi zajęciami?:)