Bo niestety nie FAT LAZY CHICKEN.
A takie miałam świetlane plany na te 12
tygodni! Ale nie! Jak ktoś chce schudnąć to nie schudnie! A jak chce zgrubnąć
to za cholerę się nie da! Ten świat jest jednak trochę „na złość” poukładany:) Można
jeść jak prosiak i nic. Niedawno dostałam list od rozzłoszczonej koleżanki, która
napisała, że zawsze moim głównym zmartwieniem było bycie szczupłą. Uśmiałam się
jak norka. Bo miesiące, a w zasadzie lata, bardzo się staram…ale
zgrubnąć!!!:) Ale koleżanka mieszka daleko, deleko to nie może wiedzieć. Ale
jak wielu (ze mną włącznie;) z radością wydaje oceny na temat spraw o których nie ma pojęcia. Tyle, że ta jej akurat wyszła zabawnie. A że
widzę chudych i grubych, no widzę. Od bycia chudym generalnie się nie ślepnie.
Ale nie dlatego jestem lazy
chicken. Jestem, bo podjęłam męską decyzję. W związku z tym, że skoro nie
zapłaciłam za ostatni tydzień w „studenckim mieszkaniu”, to się wyprowadzę,
choć na 90% nikt by nie odkrył, że jestem tu nielegalnie. Wszyscy uważają mnie
za wariatkę. Ale ja się dziwnie czuje jak przechodzę przez światła na czerwonym,
co dopiero takie świadome oszustwo. Taki staroświecki cykor jestem, a co!?! Oczywiście
będę musiała wysupłać na to odpowiednią ilość kasiorki. Jak się
okazało, Kurczak jest w tym wypadku silniejszy niż Wąż w kieszeni. No dobra, przyznam się do
okoliczności wspomagającej podjęcie takiej a nie innej decyzji. Dzisiaj jest
niedziela. Wydawało by się, że nie może to mieć zasadniczego wpływu na końcowe rozstrzygnięcia. A jednak może. W każdą niedziele, moje aktualne współmieszkanki,
robią "uroczystą" kolację. W związku z tym, że gotowanie, a już na pewno robienie
zakupów i szacowanie potrzebnej ilości jedzenia, nie jest ich najmocniejszą
stroną ugotują zawsze dla pułku wojska, a potem większość wyrzucają. Także taka kolacja
wychodzi na jakieś 10 EUR na łebka, czyli jak w porządnej restauracji.
Oczywiście musimy zapłacić za Miguela i podobnych wspaniałych, których zaproszą. W cenę wliczona
jest nieograniczona ilość alkoholu, który jak wiadomo uwielbiam. Do tego moje
ulubione rozmowy o Miguelu, o tym dlaczego Avory znowu się upiła itp. W związku
z powyższym Kurczak dogadał się z Wężem, że skorzystam z propozycji koleżanki
Niemki i przeprowadzę się do mieszkania w którym mieszka ona. Spędzę 2 dni z
hiszpańską rodziną. Przynajmniej na koniec będę zmuszona sobie pogadać:) Pan
Boski zapowiedział, że do Madrytu przyjedzie, także z głodu nie umrę.
Pisałam,
że awaria.
Ale o Świętach postaram się z nim nie mówić. Wolę mieć dobry humor
(ciekawe jak długo wytrzymam).