PIERWSZY DZIEŃ W PRACY

Przeżyliśmy drogę, (choć tak powolną odpawę na lotnisku widziałam pierwszy raz w życiu) i dotarliśmy do Pragi. To w piątek o 23:10.

W sobotę Pan Boski miał lekki kryzys osobowości związany, jak sądzę, z wieczorną Polska Wigilią. Zdołał wstać, dojść do miasta i kupić choinkę. Ale chodzace nieszczęście.
Ta (Wigilia) była bardzo fajna, nawet on to przyznał. Poznaliśmy sporo nowych sympatycznych ludzi, niektórych bardzo zagramanicznych (Francuz i Kolumbijczyk) i dostałam świetny prezent! (On również) Ja poduszke – Kota, ale bajerancką.

W niedziele Pan Boski… zachorował. Ciężko. Może nawet naprawdę. Ok. 17 zdołał wstać, nie udało się wsadzić choinki do stojaczka, więc wyruszył kupić nowy. Wsadził choinkę. Ubraliśmy ją, ale nieomal musiałam skończyć rozmawiać z koleżanka, bo trzeba było ją ubierać NATYCHMIAST. I to tyle. Potem już zupełnie się popsuł. Jak jest chory to skaranie boskie. Wtedy już wszystko robię źle. Także czekam do szcześliwego wyleczenia. Intensywnie czekam. Przed wyjazdem pochorowywał 3 miesiące, teraz mnie nie było to szalał (narty, sklipky, wyjazdy, imprezy itp) I najprawdopodobniej mu się baterie wyczepały. No, nawet wyglada na chorego… ale niestety zawsze ma słaby humor jak jest chory. Jak jest chory robię źle absolutnie wszystko. Więc trzymaj za mnie kciuki, brrr
No a w pracy, dostałam 2500 maili + jakieś 2200 spamów. Jest sympatycznie. Szkoda, że już niedługo. Szkoda i nie szkoda. Wiadomo. Decyzji nie podejmowałam ze dnia na dzień. Ale grupy szkoda, bo fajna.
No a na uniwersytet nie udało mi się dodzwonić, więc na razie nie powiedziałam nikomu, że ciągle nie mam potrzebnych diokumentów. A muszę powiedzieć szybko, bo bilety kupione na 28.1. Ale w Sevilli już Świeta.Mają czas. Fajnie:)

Leave a comment