Dzisiaj wiekszość mojego dnia pracy poświęcę (am) na niezwykle rozwijającą czynność a mianowicie kopiowanie i wklejanie adresów, nazwisk i podobnych danych dotyczących osób, którym będę w tym roku posyłać świąteczne życzenia. Dlaczego? Ponieważ Wielki Szef postanowił wytworzyć swoją listę a w ten sposób zmienił format w jakim zapisywane są adresy. No i pięknie. Wielki Szef adresów ma 19, bo jest poniękąd niekontaktowy, a ja się właśnie kontaktami zajmuję więc kopiuje 45: imię, nazwisko, nazwa firmy, ulica, inne informacje, nazwa miasta, nazwa kraju, kto ma kartkę podpisać. Kto ma doświadczenie w kopiowaniu z wykorzystaniem Excela, ten pewnie podzieli mój entuzjazm. W normalnej firmie zapewne robiłaby to sekretarka. Ale u nas to robi Wielki Szef, szefowie działów… ja itd. No ja się nie skarże, specjalnie mnie ta praca nie przemęczy, tylko trochę czasu stracę, niepotrzebnie.
W ramach innych rozwijających czynności bawiłam się dzisiaj (właściwie od wczorajszego wieczora) w detektywa. Przed końcem radosnej działalności w firmie powinnam zakończyć parę drobnych projektów. W tym celu muszę się dowiedzieć na jakim są etapie, bo kto wie, może coś się przez 3 miesiące zmieniło. Wydawało by się, że pójdę, zapytam się, dowiem. Oj, nie nie! Tak łatwo nie będzie. Chodzę sobie pomiędzy działami i pytam się szefa danego działu, co o danej sprawie wie i on mi mówi. A nastepnie udaję się do kolejnego gościa a ten przedstawia mi swoją wersję wydarzeń, odmienną. W końcu dowiaduje się, że każdy z nich myslał, że sprawą zamuje się ten drugi/kolejny. W ten sposób zaplanowałam Panom jutrzejszą poranną naradę, bo poniekąd się chłopcy pogubili w drobiazgach. Już się nawet nabijaliśmy z moim starym szefem z działu Rozwoju, że jak mnie nie było to nie było problemów. Jestem to NAGLE są. Dwa dni a już parę ładnych trupów z szafy wyciagnełam! Sprytna dziewczyna, widzi! Zawsze mnie zastanawia, dlaczego im się wydaje, że da się dokończyć jakiś projekt bez koordynacji? + osoby odpowiedzialej za całość??? Moim zdaniem nie da. Każdy udaje, że nie wiedział, że ma coś robić. Wie oczywiście, ale po kiego ma się przyznawać, jak nie musi? Ale oni głęboko wierzą, że załatwi się samo. Ciekawe kiedy wpadną na to, że samo robi się nie za często.
Aaa, jeszcze mam poprawiać broszurkę na słowacki rynek, po słowacku napisaną, też piknie. Ale może literackie piękno chociaż docenię… bo z literówkami to bym się nie przeceniała, nawet po polsku.
W domu spokojnie. Wczoraj wróciłam o 22:30, Pan Boski już spał. Zobaczyłam jakiś głupi filmik wojenny (ten był wyjatkowo głupi, ale jakoś mnie przykleiło do telewizora). I poszłam spać. Dzisiaj spotkam się z kolejnymi koleżankami. Też bedzie fajnie. Świat jest radosny. To lubię:)