UCZTA PRZY FILIŻANCE HERBATY

Całe wczoraj było zupełnie poplątane. Najpierw umówiłam się z Panem G. Ale miał mało czasu więc pojechałam z nim na drugi koniec Pragi, żeby czasu było trochę więcej. Wysadził mnie pod drzwiami najlepszej koleżanki to zadzwoniłam, że orbituje opodal. Zostałam (z radością) przekonana, żeby wejść i pograć w UNO. Po chwili zadzwonił Pan G., że jego spotkanie jest odwołane, więc może mnie odwiźć do domu. Zamiast do domu został wciagniety w wir bigosu, herbatek i UNO. Spadłam im na głowe i to jeszcze z nieznanym gościem a tam wszystko jakby na nas czekali. Jak za starych dobrych czasów, gdy nie trzeba było się umawiać z tygodniowym wyprzedzeniem 🙂
Potem Pan G. odwiózł mnie do domu, pooglądałam książki, które dostałam od koleżanki (Życiorysy Papieży i dłuuuugi życiorys Wojtyły, wiem, wiem to nie jest zupełnie normalne czytać takie książki, ale historia Kościoła, jak się człowiek troche zagłębi, jest ciekawsza niż powieści Chmielewskiej:).
Oglądałam sobie książki, potem jakieś stare odcinki Ally i było sympatycznie. Ok 21 przyszedł Pan Boski, zadowolony, bo dostał ładny prezent z jakiegoś Banku, którego jest klientem i miły, bo obwieścił, że będzie u nas spał jego kolega. Nawet sie ucieszyłam. Kolega jest genialnym fizykiem, jednym z najinteligentniejszych ludzi jakich znam. Pan Boski twierdzi, że generalnie jest małomówny. Także po tym jak poszedł spać po 23, gadaliśmy jeszcze do 2 nad ranem, a moglibyśmy i dłużej, ale musiałam jednak wstać do pracy. Strasznie dobrze mi się z nim rozmawiało.
Fizyk jest dobry i uczciwy poza tym, że genialny. Jego świat jest ciagle czarno biały – choć jak to czasem przymiotem geniuszy bywa jest tolerancyjny dla ułomności drugich. Widzi, ale nie mówi niczego co mogłoby kogoś zasmucić. On lubi ludzi z całym dobrodziejstwem inwentarza, z wadami, przywarami. Bo wie, że i on sam ma ich sporo. Jest chory, czasem tak bardzo, że nie można z nim komunikować, ale wczoraj miał dobry dzień. Miałam szczęście.
Powiedziałam mu chyba o połowie wesołych i smutnych rzeczy w moim życiu, a on ani słowem nie nalegał, abym powiedziała o słowo więcej, ale na każde rozważnie reagował. Nie wspomniał o swojej chorobie, choć wie, że ja wiem. Pewnie jakoś tam go boli. A ja nie chciałam go zranić. To taki ptaszek, nie chciałam, żeby rozmowa go bolała, żeby się zmuszał. Ja jestem durną, płaczliwą babą, ale jestem silna. On jest genialny, ale dlatego słabiutki duszą, choć silny umysłem. Taki prawdziwy człowiek. Choć złośliwy jak osa, jak ma dobry humor 🙂 Znam go już lata, lubię jak się przestawia na system „teraz bedę wymyślał głupoty, zobaczymy kto zauważy”. Mnie zazwyczaj zajmuje długo rozpoznanie, że z naukowej dysputy przechodzi w zabawę. Chyba, że widzę jego twarz jak zmienia „tryb” , wtedy wiem od pierwszej chwili. Jest powalająco wykształcony, dobry i przezabawny, jeśli ma siły. Wczoraj miał. Starałam się to wypić do dna. Mogłabym niespać wcale, ale nie chciałam go męczyć. Pan Boski dał mi prezent. Swojego przyjaciela, z którym myślę rzadko rozmawiają tak bardzo i tak o wszystkim jak my wczoraj. Szłam spać uśmiechnięta. Człowiek. Powalająco mądry a nie widzi niedostatków drugich, to nie jest takie częste. Dziś wstawało mi się trochę gorzej, ale po takiej uczcie było warto. Życzę mu, żeby jak najszybciej był zdrowy, albo choć zaleczony. Zasłuży sobie. Jest dobry, bez wysiłku, taki jest.

Leave a comment