Czasem miewam dni, kiedy jest mi obojętne czy jeszcze trwają czy już się kończą, czasem nawet marzę o tym, żeby się skończyły, bo jest mi smutno, albo czuję się sama. Bywa, że te smutne dni wypadają w Święta i wtedy mam wrażenie, że cały rok czekałam bez sensu.
W tym roku tak nie jest. Jestem trochę chora i najchętniej osobiście odrąbałabym sobie głowę już od ramion, ale i tak delektuję się każdą minutą. Jest 18:52, do końca dnia 5 może 6 godzin, zobaczymy. Jest przyjemnie, dobrze. Tylko trochę smutno, że czas nieubłaganie biegnie do przodu. Nie robimy nic niezwykłego. Ktośtam idzie się zdrzemnąć, ktoś inny układa nowe lego z Niedźwiadkiem, gramy w Scrabble albo Uno, podjadamy. Nic specjalnego, ale bardzo specjalnie. Dawno już nie było takich przyjemnych Świąt w naszych rodzinie.
Jutro muszę wracać do Pragi, szkoda. Lubię Pragę, ale dzisiaj bardzo chciałabym zatrzymać czas. Dla wszystkich. Żeby nie musieli się śpieszyć i mogli tak trwać jeszcze długo. Żeby mogli delektować się rodzinna zwyczajnością, której ja już tak długo nie zażyłam. Wiem, że to dobrze, że czas biegnie, bo takie chwile, albo dni jak dziś można bardziej docenić, nie będzie kiedy zacząć się nudzić. Czas ucieka a ja staram się cieszyć każdą minutą. Nie wszystkie Święta były takie, może dlatego te są niezwyczajne.
Piszę o tym, żeby je zapamiętać i mieć co przeczytać jak kiedyś znowu będzie mi w Święta źle… może już nigdy, ale ja to – za Krasickim – miedzy bajki włożę. Na pewno zawsze trzeba mieć nadzieję, że dobre Święta jeszcze przyjdą. To piszę do każdego komu teraz jest źle i czuje się sam, nawet jeśli wcale mnie nie czyta, i sobie samej, jeśli (albo raczej jak) znowu przyjdą takie dni, których nie będę chcieć pamiętać.
Jeszcze raz Wesołych Świąt, albo choć nadziei, że będą.