WYPŁATA

Bardzo jestem
ciekawa ile mi dzisiaj zapłacą. Bo dziś dzień wypłaty w naszej firmie, który
zazwyczaj przypomina dzień egzekucji. Zwłaszcza dla ulubieńców Wielkich wodzów
do których bez kokieterii mogę zaliczyć siebie. Za 2 tygodnie odchodzę, więc jak
wiadomo nie trzeba mi płacić pełnej pensji. Ale to wiedziałam już dawno, wiec
nawet nie powinnam się  wpieniać, a
jednak… No zobaczymy, na miłe zaskoczenie daje sobie tak 10% szans.

Abstrahując od
różnych machlojek, o których jednak nie powinnam pisać miastu i światu,
oficjalny system płac wygląda w naszej firmie następująco: Jest kwartalny. Na
wstępie ustala się jakaś średnią miesięczną wypłatę. A potem 2 razy dostaje się
90% tej sumy, a raz 120%. W pierwszych 2 miesiącach ta średnia płaca może być podwyższona
lub obniżona o 15% a w ostatnim o 45%. Czyli na wakacje nie opłaca się jeździć
w marcu, czerwcu, wrześniu i grudniu. Chorować nie opłaca się nigdy, bo mogą,
ale nie muszą zapłacić całości. Do tego przy podpisywaniu umowy wartość stała
jest na jakąś śmieszną sumą a ruchoma to reszta. W ten sposób przy odejściu
większość ma szanse tylko na tę stałą część, bo o ustalonej średniej
miesięcznej wypłacie jakoś się często zapomina. Do tego ja jestem
niekwestionowaną ulubienicą bogów. Bo… 1. jestem kobietą – co w zasadzie samo
o sobie jest obelgą  2. cytuje (co chyba
miało być obraźliwe): „jestem zbyt inteligentna jak na kobietę” – czym pewnie
deprymuje ich niekwestionowaną dotąd boskość 3. śmiałam samodzielnie podjąć
decyzję o odejściu a nie czekać aż kaprys boga, który preferuje mężczyzn,
zmiecie mnie z powierzchni małego, firmowego globu. Teraz czekam, aż wybije
dzwon.
To tyle o pracy z
pracy.

Prywatnie:
Sielanka trwa (Dzień 13 – piątek!). Wczoraj Pan Boski spędził CAŁY WIECZÓR z
moją koleżanka (i ze mną, ale to nieistotne). 
I sam zaproponował, że z nami pójdzie!
Koleżanka jest
piękną, wysoką, kształtną, długowłosą blondynką do tego ma w głowie poukładane,
wykształcenie wyższe techniczne. Szafa i warunki doskonałe. Ja też nie ułomek,
ale nie powalam. Chuda brunetka w okularach…od razu można sobie wyobrazić.
No, nie straszę, ale zdecydowanie nie rzucam na kolana (albo inaczej, może bym
i mogła, ale musiałabym się trochę postarać, a jestem zbyt leniwa:).
No więc wczoraj
jakoś tak naturalnie ;)) wpadłam na pomysł, że mogły byśmy wspólnie z koleżanką
otworzyć dom uciech (z myślą, że takie inne – więc dla każdego coś dobrego) .

A ona natychmiast
wypaliła: „To Ty byś się starała o finanse a ja o gości.”

Obydwoje z Panem
Boskim położyliśmy się na stół ze śmiechu. Oczywiście pięć godzin tłumaczyła,
że chciała powiedzieć coś innego… dobra, dobra:) Ale ma racje. To ja już
lepiej te finanse. Zawsze wiedziałam, że to dobrze, że pracowałam w radiu nie w
telewizji, bo by musieli puszczać napis: „proszę nie regulować odbiornika, ta
Pani naprawdę tak wygląda”. Od razu mi się humor poprawił jak to napisałam 🙂

P.S.
Szefik z
handlowego znalazł mi rękawiczki, te za 25 CZK, były u niego w aucie. Mówiłam,
że zła passa przełamana!

Leave a comment