CZAR BOŻEGO NARODZENIA

prolog:
Pisałam
to w sobotę w „domku wiejskim” rodziców
Pana Boskiego. On sam pojechał na narty (co wiązało się z przerwaniem okresu
sielanki, bo łgał jak pies, że chce tylko na loty a jak okazało się, że lotów
nie ma to też oczywiście musiał. W ogóle w piątek wieczorem musiał pokazać kto
rządzi, więc miał lekki atak obrzydliwości, ale było, minęło).

Siedzę
przed kominkiem, w tle choinka, bardzo piękna z prawdziwymi świeczkami. Rodzice
Pana Boskiego bardzo lubią kultywować rytuały, w tym Bożego
Narodzenia. Nie ma sensu porównywać tutejszych tradycji z polskimi, ale jak na
osoby wychowane w pogańskiej kulturze bardzo się starają. Jest inaczej niż u
nas, ale wierzę, że też pięknie. Rodzice bardzo się starali wpajać swoje ideały
dzieciom, czyli Panu Boskiemu i Siostrze Pana Boskiego. Siedzę tak sobie przed
tym kominkiem i mam wrażenie, że nie do końca im wyszło (abstrahując: właśnie
Mama PB przyniosła mi posiekaną siekierą (chyba) sałatkę ziemniaczaną, co mnie
zawsze ubawi do łez. Poza tym, że wcale nie słona, to da się jeść, alleluja, że
choć z majonezem)
Siostra
PB nie miała już drugi rok z rzędu choinki, bo…, do porządkowania domu ma
służącą, bo… na wszystko co WAŻNE z punktu widzenia jej rodziny, a nie chce
jej się wypełniać, ma jakieś bardzo mądre wytłumaczenie. Nie zmienia to faktu,
że fajna z niej dziewczyna! Tylko smutno mi, że odchodzi od ideałów, które są tak ważne dla jej rodziców.
Pan Boski dumnie nosi je na
proporcach i męczy mnie
milionami domowych „MUSISZ”. Bo ich rodzina… naprawde? Tymczasem – jego krew – Siostra, która mieszka w
Szwajcarii w sekndę o tych ideałach zapomniała, i to bez płaczu.
O nas
„Polkach w Pradze” twierdzi, że jesteśmy ekonomicznymi emigrantkami. I nie
przemawia do niego argument, że wszystkie, które znam, przyjechały do Pragi za
wielką miłością (ja też, choć akurat nie do Pana Boskiego::::) lub do szkoły.
Tymczasem w moich oczach prawdziwą ekonomiczną emigrantką jest właśnie jego
Siostra, czego on nie przyjmuje do wiadomości. Choć, to przyznajem, że to miłe, że widzi
Siostrę tak różowo. Ale o tym nie chciałam pisać, myśli jakoś uciekają.
Chciałam
napisać, że siedzę sobie tutaj i jestem szczęśliwa, że mimo wielu wad naszego
dzieciństwa rodzice a przede wszystkim Dziadkowie wpoili Siostrze i mnie, jakby
od niechcenia, zamiłowanie do jakichś zasad i tradycji jako części naszej świadomości. A nie mówiło
się o tym jakie te tradycje są i jakie są wspaniałe, jak u Pana Boskiego. Nimi
się jakostam żyło i żyje. Chyba dlatego mam wrażenie, że były, są i będą. Nie chodzi mi tylko o święta, ale gościnność,
choćby próbę bezinteresowności o które w ich rodzinie trudniej. Dla „swoich”
dadzą się zabić, inni nie mają znaczenia. Zaskakują mnie własne myśli, może ta
afirmacja, to ze względu na odległość:), ale cieszę się, że mam swoją rodzinę.
Zupełnie nieidealną w porównaniu do Pana Boskiego, niepoukładaną, nieporządną,
ale ukrytą gdzieś w głowie. To pewnie czar Dziadków.
Apropos Dziadków przekonuje
PB, że jakbyśmy kiedyś mieli syna to musi się nazywać Adam Michał, ponieważ w
ten sposób, albo w odwrotnej kolejności nazywaliśmy się zawsze (my – w sensie
mężczyźni w naszej rodzinie). Oczywiście imię Adam mu się nie podoba. Liczę na to, że w najgorszym wypadku imiona
wpisze do papierów lekarz; Michał Adam, oczywiście:))) Bo taka jest tradycja i nie ma zmiłuj się.
Poza tym to ładne imiona. A przede wszystkim to są nasze korzenie! A one
pomagają iść dalej nie zważając na duperele. No i jak powiem kiedyś synowi, że
nazywa się tak jak pradziadek i dziadek pradziadka itd. to będzie wiedział skąd
pochodzi. Myślę, że to przemówi do niego bardziej niż tradycja układania
książek w równym rządku, która wyniesie z rodziny Pana Boskiego. Ja mam nadzieję, że też bedzie miał służącą ;;))

epilog:
Parę
godzin później Mama Pana Boskiego spytała się co sądzę o córeczce i jej gościu
Szwajcarze. A ja miałam ciągle przed oczami jak u nich jest tak ładnie. Jak
staja na głowie, żeby zachować te rytuały a ona nie ma nawet choinki bo…No
więc bardzo eufemistycznie, ale jednak odpowiedziałam, co myślę. A myślę, że
chciała jechać do Szwajcarii, bo lubi luksus,
niezależnie od tego czy jej On to On.

Teraz już mnie chyba wcale nie lubi. Było się pytać?

Leave a comment