Przed godziną triumfalnie
wydębiłam w Rektoracie List Nominacyjny! Czyli brnę w dobrym kierunku.
W ostatnim tygodniu
wymagało to ode mnie zaledwie 2 wizyt u Koordynatora,1 u Promotora, 2 w
Dziekanacie no i 1 w Rektoracie. Wcześniej i pomiędzy tym jakieś 5 listów do
banku (potrzebowałam numer IBAN) i na Uniwersytet w Sewilli, oraz parę
telefoników tu i tam. Ale jestem bliżej!
Dotarła też moja karta
studenta, która przez niedopatrzenie pomieszkała w Budapeszcie, więc jutro mogę ją
przedłużyć. Potem zostanie jeszcze tylko załatwienie i zapłacenie ubezpieczeń
(za taką kasę, że mi ciarki po grzbietku chodzą) i już mogę lecieć. W celu
lecenia muszę znaleźć termin (sic!!!) i kod odlotu bo mi się zapadł pod ziemię.
Ale wszystko przebiega w miarę bez zgrzytów. A że się trzeba trochę nabiegać?
Zachciało mi się studentowania, to mam:).
Wracam do obowiązków
sumiennego pracownika… Ty też, šup, šup ! :)))
XXX
17 (???!!!) dzień gołębiowania (z
kryzysem 13 w piątek:)