ODFILOLETOWIAŁAM

Znowu zrobiło się cieplej. Dzisiaj, przed popołudniowymi
zajęciami, były +22 stopnie, więc trochę się piekłam w moim niedźwiedzim
ubranku. Nawet w nocy nie było mi zimno, wyspałam się, bo dotąd ciągle się
budziłam, żeby zakryć jakiś kawałek ciałka, a dzisiaj nie! W efekcie fioletowe
zabarwienie zniknęło z moich paznokci. Dla mnie bajer.

Byłam na pierwszych zajęciach z hiszpańskiego. Fajna
mieszanka. Bardzo dobrze zrobili ten egzamin! W grupie mam ludzi, którzy
dobrze, że się umieją przywitać i na przykład panienkę (nomen omen Polkę),
która mówi po hiszpańsku jak młody bóg. Co nawet nie jest dziwne, skoro mieszka
w Sevilli od 3 lat.

Generalnie można popaść w lekka schizofrenię. Z jednej
strony na wszystkich zajęciach traktują cię jak Hiszpana, masz czytać
literaturę obowiązkową pełną „terminus technicus” z różnych dyscyplin, mówią z
takim akcentem, że sama się dziwię, że rozumiem, pisać prace seminaryjne a potem na hiszpańskim pani nieomal
przeprasza, że mamy przeczytać jakąś jedną prostą książeczkę… i czy mamy
jakieś pytania? No ja mam… przed czy po „Rozporządzeniu o ochronie przyrody w
Andaluzji”?

Ale jest dobrze. Jutro tylko jedna godzina (od 8:00 do
9:00) i mam weekend!

Leave a comment