Chciałam zgłosić,
że udało mi się zapakować do plecaka (ważył zaledwie 21 kg -najlepiej zapakowany plecak w życiu) oraz małego plecaczka oraz
torby na laptop (ważyła z 7-8
kg – same ksiązki + laptop:) oraz torby na dokumenty.
Jak wysiadłam z autobusu to nie umiałam podnieść tego cholerstwa a do następnego
autobusu tarabaniłam się tak długo, że kierowca przestawał wierzyć, że mi się
uda. Nie docenił mnie chłopak 😉 Wpadłam do środka i już.
I do tego
przeszłam przez check – in bez dopłat!!! z lekko dyndającym (te 45 sekund jak
to było istotne) 100kg laptopem, bo w zasadzie miałam tam tylko komputerek.
Wcześniej ok. 1:40
rano, po 5h siedzenia na lotnisku w Maladze w nocy ogłosili, że samolot do
Pragi nie odleci. Ale potem na szczęście zmienili zdanie. O 4:50 odleciałam.
A wiec jestem. W
Pradze i w pracy i nawet jest lepiej niż myślałam.
W środę wieczorem
jadę do Polski, która jest właściwym, jakkolwiek lekko ukrytym, mojej podróży.